Forum JRK's RPGs

Encyklopedia galaktyczna gier cRPG

Forum JRK's RPGs » Varia » 1001 movies you must see before you die!

1001 movies you must see before you die!

Strona: « < ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... > »

Autor Wyślij
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Nr 270/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
On The Waterfront (1954), USA, reż. Elia Kazan

Obsypany 8 oscarami dramat obyczajowy. Nuda i nędza :). Nie pomoże Marlon Brando, gdy temat tak arcynieciekawy - mafijne szachrajstwa w związkach zawodowych pracowników nabrzeża. Brando gra szeregowego członka mafii, niezbyt rozgarniętego ale z dobrym właściwie sercem, który pewnego dnia zakochuje się w siostrze zamordowanego za chęć złożenia zeznań robotnika. I rozpoczyna drogę do odkupienia. Gra nieźle, prosty chłopak, kaleczący język wychodzi mu naprawdę nieźle i Oscar zapewne mu się za to należał, ale nie potrafiłem wykrzesać z siebie ani odrobiny zainteresowania albo uczuć wobec bohaterów. Na dodatek akcja jakoś tak mi się nie kleiła, irytowały spore dziury fabularne i niezbyt przekonujące zakończenie. Bleh. Pozycja 210/270.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Nr 271/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
Seven Brides For Seven Brothers (1954), USA, reż. Stanley Donen

Muzykal. Ale zawiodłem się, bo słaby. I nudny. Choć temat wydawałoby się dość obiecujący. Dziki Zachód, rok 1850, na ranchu w środku dziczy mieszka sobie 7 braci. I jak to w gospodarstwie bez żeńskiej ręki bywa - chlew, bród i syf :). Najstarszy brat wyjeżdża więc do miasteczka by znaleźć sobie żonę (i przy okazji kucharkę, praczkę, sprzątaczkę itd. - film nie bawi się w głupie feministyczne bzdury i jasno stawia sprawę, gdzie jest miejsce kobiety ;-)). I oczywiście - znajduje ją od razu, gdyż lokalna piękność zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia i po 5 minutach znajomości biorą ślub. Teraz trzeba jeszcze znaleźć żony dla pozostałych braci, najlepiej metodą starożytnych Rzymian (porwanie Sabinek). To wszystko okraszone mnóstwem śpiewania (beznadziejnego, jakieś takie pseudooperowe, bolesne dla uszu) i tańca - tu już lepiej, choreografie są znakomite, zwłaszcza scena wiejskiej potańcówki. Dziewczyny na dodatek ładne i czasem w samej bieliźnie (!) (ale za mało na ekranie, a za dużo brzydkich braci! :-)Niemniej jednak wszystko to jakoś nie trzyma się kupy i nie dostarczyło mi oczekiwanej rozrywki. A szkoda. Pozycja 120/271.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Nr 272/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
Les Diaboliques (1954), Francja, reż. Henri-Georges Clouzot

Francuski kryminał/obyczaj/thriller. Spodziewałem się najgorszego, zwłaszcza że pierwsze 30 minut (z 2godzinnego filmu) nastawiło mnie do filmu bardzo negatywnie. Ale potem akcja się rozkręciła i nie wiedząc kiedy obejrzałem całość :). Gdzieś na francuskiej wsi jest sobie szkoła, prowadzona przez despotycznego dyrektora, który przy okazji bije i znęca się nad dwoma nauczycielkami (jedna żona, druga kochanka). Obie kobiety postanawiają więc wykończyć drania. Planują morderstwo doskonałe, które oczywiście nie idzie tak jak powinno. I wszystko zaczyna się dość szybko komplikować i w to sposób, jakiego się nie spodziewałem, pod koniec robi się wręcz horrorowato, więc udało się filmowi mnie zaintrygować :). Zakończenie dobre, choć film trochę oszukuje żeby do niego doprowadzić, ale można na to przymknąć oko. Mimo wszystko polecić mogę tylko osobom bez alergii na język francuski i dziwne francuskie dialogi obyczajowe ;-). Aha - z tego filmu twórcy Colombo ukradli pomysł - gliniarz jest wypisz wymaluj jego wzorcem! Pozycja 159/272.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Nr 273/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
Animal Farm (1954), Wielka Brytania, reż. Joy Batchelor, John Halas

Animacja na podstawie powieści Georga Orwella - streszczać nie będę, bo każdy wie o co biega. Ale coś autorzy nie mogli się zdecydować, do kogo to ma być skierowane. No bo z jednej strony temat poważny, rysunkowa i symboliczna rekreacja bolszewickiej rewolucji, z dużą ilością przemocy,śmierci, zdrady, obłudy, czystego świnstwa (w wykonaniu świń!), czyli zdecydowanie temat nie dla dzieci. Ale z drugiej dostajemy bzdurne wstawki typowe dla disneyowej bajeczki dla najmłodszych - jakaś kaczuszka przewraca się na schodach, biega pociesznie z sierpkiem w dziobku itp. - nijak się to ma do poważnego filmu i dorosłego to tylko zdenerwuje. Ja się klasyfikuję gdzieś pośrodku tej skali, ale też do mnie nie przemawiały te obrazki :). Grafika w miarę poprawna, najlepiej wyszła animacja konika, cała reszta znośna i zapewne dużo lepsza od Reksiów i innych Bolków i Lolków :). Do obejrzenia tylko dla koneserów tudzież miłośników totalitarnych klimatów Orwellowskich. Pozycja 153/273.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Nr 274/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
Rear Window (1954), USA, reż. Alfred Hitchcock

Jak do tej pory najlepszy film Alfreda :). Spora w tym zasługa oczywiście Jamesa Stewarta, ale i reszta obsady całkiem zacna. Fotograf łamie w wypadku nogę i zostaje na kilka tygodni unieruchomiony w swoim pokoju. Nie mając dostępu do internetu, jego jedyną atrakcją jest podglądanie sąsiadów przez okno. Jest więc tam młoda baletnica czasem latająca bez biustonosza, sfrustrowany pianista, samotna babka ze skłonnościami samobójczymi, nowożeńcy nie wychodzący z łóżka i kilka małżeństw. Którejś bezsennej nocy nasz fotograf obserwuje przez jedno z okien serię dziwnych wydarzeń, które interpretuje jako morderstwo. Czy faktycznie mąż zaciupał żonę, pokroił na kawałki i zakopał w ogródku? To pytanie będzie nam towarzyszyć do końca (emocjonującego) filmu. Polecam. Pozycja 27/274.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 416
Skąd: Stolica
JRK napisał(a)
Rear Window (1954), USA, reż. Alfred Hitchcock

Jak do tej pory najlepszy film Alfreda :)


Lepszego raczej już nie będzie :) jak dla mnie mistrzostwo świata, jeden z niewielu filmów, które spełniają obietnice trzymania w napięciu do samego końca. Tylko nie oglądajcie remaku z Christopherem Reeve.

JRK napisał(a)
Les Diaboliques (1954), Francja, reż. Henri-Georges Clouzot

Tego nie widziałem, ale za to mam za sobą wersję "odnowioną". Z Sharon Stone w roli głównej. Straszna lipa IMHO. Bardzo naciągany, z kiepską kreacją Isabelle Adjani.

JRK napisał(a)
Animal Farm (1954), Wielka Brytania, reż. Joy Batchelor, John Halas

Mi się wydaje, czy zjechałeś film mojego dzieciństwa? :P Ale rzeczywiście, zgadzam się. Nie wiadomo dla kogo zrobiony, z pewnymi zmianami w stosunku do książki (przede wszystkim zmodyfikowali zakończenie). Niedawno czytałem, że CIA finansowało tą ekranizację :). I btw. Co za tragiczną okładkę wybrałeś. Krówka, konik i osioł zupełnie nie przypominają swoich filmowych wersji :)
_______________
We saw the shadows of the morning light
The shadows of the evening sun
Until the shadows and the light were one
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 66
http://wulffmorgenthaler.woland.com.pl/img.php?img=2009_10_12.jpg


Apropo tematu.
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Nr 275/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
A Star is Born (1964), USA, reż. George Cukor

Aaaaargh. Dawno się tak nie wynudziłem. Draństwo trwa bite 3 godziny, a dziać nie dzieje się prawie nic. Całą historię dałoby się opowiedzieć w 20 minut. I na dodatek śpiewają. I to niefajnie. Porażka na całej linii. Judy Garland wygląda źle, staro i niezbyt atrakcyjnie - przykra sprawa, ale prawdziwa. Gra piosenkarkę, która zostaje pewnego dnia odkryta przez staczającą się w alkoholizm gwiazdę filmową. Gwiazda zakochuje się z wzajemnością, pomaga Judy dojść na szczyty kariery, ale że sam przy okazji się stacza, więc małżeństwo im tak średnio się układa. Nuuuuudy nudy nudy - i tak przez trzy godziny. Mam nadzieję, że szybko o tym filmie zapomnę. Ale 3 godziny z życia mi ukradł nieodwracalnie! Pozycja 208/275.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Nr 276/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
The Barefoot Contessa (1954), USA+Włochy, reż. Joseph L.Mankiewicz

Znów zrobiła mi się spora przerwa w oglądaniu, ale winię napięty harmonogram wydawniczy nowości erpegowych ;-). W końcu się jednak przemogłem i Contessę obejrzałem. I nie było warto. Bogart jest spoko, choć w roli nie-przygodowej nie może się do końca wykazać - gra podstarzałego reżysera filmowego. Ale główną rolę gra mimo wszystko Ava Gardner. Film dość nowatorski ze względu na sposób zaprezentowania akcji - zaczyna się na pogrzebie tytułowej bohaterki, a o jej życiu w retrospekcjach opowiada na przemian kilku uczestników pochówku - jedną scenkę obejrzymy sobie nawet dwukrotnie - z różnych perspektyw - zabieg a i owszem ciekawy, ale nie mogący uratować tego filmu. W każdym razie - Ava jest hiszpańską tancerką, która zostaje odkryta, wywieziona do Hollywood, gdzie zostaje z miejsca okrzyknięta gwiazdą. I mimo że profesjonalnie radzi sobie doskonale, to życie prywatne układa jej się do kitu. Tyle że niezbyt ciekawie to wszystko się kręci. Głównie wszyscy gadają i gadają. I to dość nieżyciowo, używając miliona porównań, udziwnień i takich tam. Całość jest zresztą jakoś mało życiowa i naciagana. A już zupełnie dobił mnie ostatni cios, który pada na biedną Avę. Uwaga spoiler: No ROTFL całkowity. Ale poza tym jednym momentem wybuchu śmiechu pozostałe uczucia jakie mi przy filmie towarzyszyły to nuda nuda nuda. Pozycja 200/276.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Nr 277/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
La Strada (1954), Włochy, reż. Federico Fellini

Spodziewałem się najgorszego, a dostałem w miarę znośny dramat. Mimo że włoski, ale jednak strawialny. Huh. Anthony Quinn gra cyrkowca - siłacza jeżdżącego po Włoszech rozklekotanym motorem z przybudówką w której śpi i pokazującego po wioskach swój numer (głupi i wyjątkowo nie śmieszny, który jednakże wszystkich rozbawia do rozpuku. huh). Jako asystentkę (i kucharkę, kochankę [oficjalnie nazywa ją żoną żeby ludzi nie gorszyć], obiekt do bicia i poniewierania) bierze przygłupią dziewczynę, którą odkupuje od jej matki. Dziewczyna jest poczciwa, ale upośledzona, nie bardzo czai co się wokół niej dzieje. Ale mimo że podle traktowana, zdaje się kochać Quinna. Na którym to wrażenia nie robi, dalej ją pierze, porzuca na ulicy, żeby zabawiać się z przypadkowymi kobietami itd. I tak jeżdżą sobie bez celu, pokazują swój numer, aż do tragicznego finału. Jakiego złośliwie nie zdradzę, bo film mimo wszystko można obejrzeć. Anthony Quinn gra swoją rolę rewelacyjnie, aż ciężko uwierzyć, że naprawdę nie był takim gburem i prostakiem :). Dziewczyna (prywatnie żona Felliniego) też jest dobra - niesamowite sztuczki robi z twarzą - coś w stylu Chaplina. Ciekawie ogląda się też krajobraz powojennych Włoch - mimo że w większości to obraz nędzy i rozpaczy :). Polecić nie polecę, ale odradzać stanowczo też nie będę. Pozycja 124/277.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 416
Skąd: Stolica
JRK napisał(a)
reż. Federico Fellini
(...)
Anthony Quinn
(...)
Spodziewałem się najgorszego


Nie mamy o czym gadać Dżeju :P
Co do twej listy, sobie niedawno odświeżyłem kilka filmów z Bogartem.
Końcowe wnioski:

Sokół Maltański>Casablanca>Skarb Sierra Madre

Ogólnie wszystkie znakomite :)
_______________
We saw the shadows of the morning light
The shadows of the evening sun
Until the shadows and the light were one
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Na swoją obronę mam to, że to był pierwszy film Felliniego na liście, a wcześniej jakoś się na niego nie napatoczyłem - a kino włoskie póki co w książce więcej gniotów niż dobrych filmów zaprezentowało. No i ja się dopiero dokształcam, trochę wyrozumiałości ;-).
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Nr 278/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
Shichinin No Samurai (1954), Japonia, reż. Akira Kurosawa

Przyznaję się bez bicia, że oglądałem ten film po raz pierwszy. I bawiłem się świetnie, mimo że trwa ponad 3,5 godziny. Ale ani przez minutkę tego czasu się nie nudziłem. Fabuła: Japonia, XVI wiek, mała wioska jest corocznie łupiona przez bandytów - wieśniacy postanawiają więc wynająć do obrony tytułowych siedmu samurajów. Każdy z nich jest indywidualnością i każdego można łatwo odróżnić (co w filmach z azjatyckimi aktorami dla mnie jest dużym plusem i niezbyt częstym wyczynem). Pierwsza godzina filmu do rekrutacja, druga przygotowania do obrony wioski i wreszcie ostatnia - wojna z bandytami. Film bardzo fajny, niezłe zdjęcia, aktorzy też znakomici (ci wieśniacy to po prostu obraz nędzy i rozpaczy, aż się nie chce wierzyć że to aktorzy a nie jakaś biedota zagoniona na plan), dobre kino akcji. Jest też sporo emocji, gdzieś tam się upchał nawet wątek miłosny. Momentami gra aktorska jest nieco przesadzona, niektórzy bohaterowie zachowują się jak z ADHD, ale w języku japońskim jakoś to tak pasuje, więc mi nie przeszkadzało :-). Pozycja 10/278.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
« Ostatnia zmiana: JRK, Pią gru 11, 2009 5:31 pm. »
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Nr 279/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
Senso (1954), Włochy, reż. Luchino Visconti

Melodramat. I to taki pełną parą, z zupełnie nierealnymi dialogami przepałnionymi namiętnością, gorącą miłością, szaleństwem i tego typu atrakcjami. Słowem - niemal niestrawialny. Jedyne co nieco film ratuje jest umiejscowienie akcji - Włochy w roku 1866, wybuch wojny wyzwoleńczej z Austrią. Nie przypominam sobie innego filmu który działby się w tym czasie tak na szybko. Zobaczymy też trochę scenek półbatalistycznych z przebierańcami z tamtego okresu (całkiem fajne mundury), Wenecję, Veronę, jakieś włoskie wioski i pola - a wszystko w kolorze, więc zupełnej straty czasu przy oglądaniu nie ma. Włoska kontessa zaangażowana w podziemny ruch wyzwoleńczy zakochuje się w przystojnym austriackim oficerze. Traci dla niego głowę, serce, kasę, zdradza męża i ideały. Ach, miłość, a jako że melodramat, wiadomo że coś takiego skończyć się dobrze nie może. Wynudziłem się, ale nie jakoś śmiertelnie, czy z cierpieniem, ot udało mi się w połowie filmu dwa razy przysnąć. Pozycja 154/279.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 784
Nr 280/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
Silver Lode (1954), USA, reż. Allan Dwan

Western. Taki sobie. Do miasteczka przybywa US Marshall z nakazem aresztowania za mord. Podejrzany jest właśnie w połowie własnej ceremonii ślubnej. Początkowo całe miasteczko staje murem za swoim współmieszkańcem, ale dość szybko obraca się przeciw niemu. Czy podejrzany jest faktycznie niewinny i czy uda mu się swą niewinność udowodnić zanim zostanie zlinczowany? Czy niedoszła żona wytrwa przy nim, czy też była ukochana, a obecnie dziewczyna z saloonu wspomoże go? Te i podobne problemy dominują, ale na szczęście jest też trochę uczciwego strzelania - niezbyt wciągającego, to fakt, ale za to technicznie bardzo ładnie rozplanowanego - nasz bohater biegnie przez pół miasteczka ostrzeliwując się, mijając dom za domem, a wszystko to w jednym długim ujęciu kamery z całą masą strzałów i osób pościgu - zapewne nie było to łatwe wyzwanie dla kamerzysty i reżysera. Niemniej jednak - bohater ani antybohater nie wzbudzili mojej sympatii, obie ukochane jakieś takie niepociągające, a kolory domalowane w technicolorze trochę kłuły w oczy. Jak napisałem na wstępie - takie tam sobie. Pozycja 151/280.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Strona: « < ... 12 13 14 15 16 17 18 19 20 ... > »

Forum JRK's RPGs » Varia » 1001 movies you must see before you die!

Forum JRK's RPGs działa pod kontrolą UseBB 1