Forum JRK's RPGs

Encyklopedia galaktyczna gier cRPG

1001 movies you must see before you die!

Strona: « < ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 ... > »

Autor Wyślij
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1501
Nr 185/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
The Postman Always Rings Twice (1946), USA, reż. Tay Garnett

Ten tytuł zna chyba każdy (Listonosz zawsze dzwoni dwa razy), ale niemal nikt nie wie (no dobra, teraz trochę daleko poszedłem w przypuszczeniach - niech będzie, że ja nie wiem) o co z tym dzwonieniem chodzi :). Podszedłem więc do tego tytułu z pewną nutką zainteresowania, ale moja ciekawość została tak połowicznie zaspokojona dopiero w ostatniej minucie filmu, kiedy po raz pierwszy padło jakiekolwiek zdanie o dzwonieniu, listonosz nie pojawił się za to ani razu ;). O co więc chodzi? Pamiętacie włoski "hicior" sprzed wojny Ossessione? Tak, ja też staram się o tym zapomnieć. Ale w gruncie rzeczy to ten sam film. Młoda i ponętna dziewczyna (w zasadzie jedyny powód dla którego warto ten film oglądać. Lana Turner wygląda w nim naprawdę niesamowicie) mieszka sobie gdzieś koło LA ze swoim dużo starszym, ale za to kasiastym mężem. I wszystko byłoby dobrze, gdyby któregoś dnia nie przypałętał się młody przystojniacha, w którym się młoda żona z wzajemnością zakochuje. A stąd już droga do zabójstwa męża krótka. Nic oczywiście nie pójdzie tak łatwo jak się planowało, ani nie będzie happy endu (ciekawi mnie swoją drogą, w którym roku pojawi się w końcu film, w którym zostanie pokazane, że przestępstwo jednak popłaca...). Ogląda się to jednak (dzięki Lanie) całkiem znośnie. Pozycja 96/185.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1501
Nr 186/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
My Darling Clementine (1946), USA, reż. JOhn Ford

Wyatt Earp, Doc Holiday, Tombstone i finalna strzelanina w O.K. Corral. Coś świta? :). Klasycznie klasyczny western z obowiązkowymi obrazkami z Monument Valley, pędzącymi dyliżansami, bójkami w saloonie i dziewczynami w falbankowych sukienkach. Jest też oczywiście Henry Fonda i jeszcze kilku aktorów, których buźki rozpoznałem z poprzednich filmów z listy, więc obsada znakomita. I ogląda się zupełnie spoko - wszystko jest na swoim miejscu, nawet dowcipne sytuacje wywołują uśmiech na twarzy, a nie jęk zażenowania jak to często bywa w przypadku 70 letnich (ale nie tylko) produkcji. Dla miłośników westernów - jak znalazł. Pozycja 44/186.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 572
Skąd: Stolica
The Postman Always Rings Twice

Widziałem ten film. Znaczy, nie ten, ale remake z 1981 roku z Jackiem Nicholsonem :). I jak Dżeju poleca wersję z '46 ze względu na grająca tam damę, to ten nowszy obraz choćby dla niesamowitego magnetyzmu Nicholsona warto obejrzeć.
_______________
If you're good at something, never do it for free.
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1501
Łaaa, ktoś skomentował mój wpis = ktoś tu czasem jednak zagląda! Jestem w ciężkim szoku :). A na poważnie - nowej wersji oczywiście nie widziałem, ale Nicholson faktycznie grywał zazwyczaj w dobrych filmach i niewiele szmir z nim mi przychodzi do głowy tak na szybko (Czarownice z Eastwick? Wilk?).
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 572
Skąd: Stolica
Mnie się wydaję, że masz stałą widownię, po prostu nikt nie chce ci tu śmiecić, szefie :) a Nicholsonowi zdarzały się mniej udane filmy, jak np. Lepiej później niż później, Dwóch gniewnych ludzi czy Kłopoty z facetami. Pewnie znajdzie się kilka więcej tytułów.
_______________
If you're good at something, never do it for free.
Handlarz organów
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1018
Grimm napisał(a)
Mnie się wydaję, że masz stałą widownię, po prostu nikt nie chce ci tu śmiecić, szefie :)

To by temat zamknął :P
_______________
One Timex digital watch, broken. One unused prophylactic... One soiled. One black suit jacket, one pair black suit pants. One hat: black. One pair of sunglasses. $23.07. Sign here.

Obraz wysłany przez użytkownika
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 113
Skąd: Piotrków Tryb.
Nikt nie jest na tyle szalony, aby obejrzeć te wszystkie filmy tak jak on i skomentować :D
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1501
Nr 187/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
The Stranger (1946), USA, reż. Orson Welles

Najmniej lubiany przez reżysera własny film i jedyny który w momencie premiery na siebie zarobił. Orson gra w filmie zatwardziałego nazistę, który wymyślił oboz koncentracyjne i który po wojnie ukrywa się w małym amerykańskim miasteczku podając się za nauczyciela historii. Sprawa się jednak komplikuje kiedy agenci rządowi wypuszczają z więzienia innego zbrodniarza wojennego, który naprowadza ich na trop naszego antybohatera. Ten musi się ostro napocić (mordując i próbując mordować ludzi i zwierzęta - biedny seter jest kopany w brzuch, a w końcu otruty buuu) aby uniknąć sprawiedliwości. Ale oczywiście nie może mu się to udać. Całość kończy się dość dramatycznie, a sposób w jaki ginie nazista nawet dziś budzi uśmiech uznania :). Jest to też pierwszy kinowy film, w którym pokazane zostały autentyczne zdjęcia z obozów koncentracyjnych. Inna scenka która utkwiła mi w pamięci, to inny zbrodniarz wojenny podający się za Polaka gdzieś w Południowej Ameryce, czy Orson bezwiednie rysujący podczas rozmowy na karce papieru swoje ukochane swastyki :). Ogółem - można obejrzeć, choć momentami zbytnio się dłuży. Pozycja 57/187.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1501
Nr 188/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
La Belle Et La Bete (1946), Francja, reż. Jean Cocteau

Myśl o tym, że mam obejrzeć kolejny francuski film była bardzo przygnębiająca, na szczęście okazało się, że tym razem nie było się czego bać. A wszystko dzięki temu, że to baśń - Piękna i Bestia - w bardzo wiernej adaptacji. Choć nie jestem do końca przekonany, czy dzieci były docelowym odbiorcą - zbyt dużo podtekstów i drastycznych momentów. Dostajemy też sporo efektów specjalnych - z bestią na czele (charakteryzacja zabierała 5 godzin), ale także genialne ręce wystające ze ścian i stołów i trzymające świeczniki, ożywające rzeźby, oczywiście sporo mgły, trochę latania (!), sunięcie po podłodze. Lekko mnie tylko zaskoczyło zakończenie - i troszkę rozczarowało chyba nawet. Ale jakby nie było - nie cierpiałem na francuskim filmie, więc i tak jestem zwycięzcą! Pozycja 78/188.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1501
Nr 189/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
The Big Sleep (1946), Howard Hawks

Kawałek porządnego filmu detektywistycznego. Ale czego innego spodziewać się po ekranizacji powieści Raymonda Chandlera z Humphrey Bogartem jako prywatnym detektywem Marlowem w roli głównej. Wątek jest maksymalnie poplątany, praktycznie ani przez moment nie wiedziałem co się dzieje, co 5 minut następuje zwrot akcji, pojawia się kolejny podejrzany, 5 minut później pada trupem, wyskakuje nowy wątek, 6 minut później pada trupem i tak przez prawie dwie godziny. Ale mimo to - ogląda się z wypiekami :). Co prawda nadal nie wiem kto zabił jednego z bohaterów, ale wycieczka na imdb wyjaśniła mi, że sam Chandler też nie wiedział, więc wszystko ze mną w porządku :). Bohater grany przez Bogarta zdaje się zresztą mieć wszystko pod kontrolą, zawsze wie co się dzieje, kto kłamie, kto blefuje, a kto ma na niego ochotę (prawie jak James Bond, wszystkie laski na niego lecą - nawet pierwszy raz przeze mnie widziana w filmie kobieta-szofer w taksówce :)). Słowem - film jak najbardziej godny polecenia dla miłośników gatunku. Pozycja 28/189.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1501
Nr 190/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
The Killers (1946), USA, reż. Robert Siodmak

Kolejny czarny kryminał - tym razem na podstawie opowiadanka Ernesta Hemingwaya i z młodym (aż go nie rozpoznałem) Burtem Lancasterem. Do małego amerykańskiego miasteczka pewnego wieczoru przyjeżdża dwóch morderców i wykańcza pracownika stacji benzynowej. O co w tym wszystkim chodziło stara się dojść agent ubezpieczeniowy, który powolutku odkrywa przeszłość zabitego (flashbacki podczas spotykania kolejnych osób które denata znały). Zdaje się jednak, że to jeszcze nie koniec, bo pojawiają się kolejne trupy... Film ogląda się dobrze nawet dziś, może dlatego, że flashbacki są "po naszemu", tzn. nie po kolei i trzeba je sobie samemu w głowie poukładać. Historyjka jest niezła i na plus trzeba jej policzyć to, że nie wiedziałem jak się skończy, mimo że specjalnie skomplikowana intryga (jak w poprzednim filmie) wcale nie była. Słowem - kolejny dobry film z 46 roku, coś podejrzana sprawa, już chyba 6y z rzędu... Z ciekawostek - pojawia się wątek irlandzki (podobnie jak w Big Sleep, ale zapomniałem tam o tym wspomnieć). Pozycja 45/190.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1501
Nr 191/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
A Matter of Life and Death (1946), Wielka Brytania, reż. Michael Powell & Emeric Pressburger

Jako że staram się nie czytać nic o filmie zanim go nie obejrzę, zazwyczaj nawet nie wiem jaki to będzie gatunek. Z tego powodu przy okazji tego filmu czekała mnie niezła jazda :). Zaczyna się nieźle - brytyjski pilot pilot wraca z misji bombowej w płonącym samolocie, cała jego załoga martwa, a on nie ma spadochronu. Przez radio żegna się jeszcze tylko z Amerykanką z obsługi naziemnej i skacze w ciemność, bo woli taki rodzaj śmierci niż spłonąć żywcem. Jets nieźle, ale to dopiero początek i tu właśnie zaczyna się zabawa. Akcja przenosi się bowiem do... Nieba, gdzie jego kumple już na niego czekają. Coś jednak idzie nie tak, francuski anioł który miał go odebrać gubi się w brytyjskiej mgle i nasz pilot budzi się ciągle żywy na plaży. Nie tracąc czasu zakochuje się w wzajemnością we wspomnianej Amerykance. Ale Niebo wysyła agenta, który ma go tym razem skutecznie odebrać :). Końcówka to prawie półgodzinna niebiańska rozprawa sądowa, gdzie zostanie przesądzony jego ostateczny los. Brzmi durnowato? Ale ogląda się znakomicie :). Niezłe jak na 46 rok efekty specjalne (schody do nieba, wow, scena sądu - brało w niej udział 5.375 statystów :), sceny zatrzymania czasu - jak z Matrixa (prawie nie widać jak postacie delikatnie się jednak gibają w dziwnych pozach hehe), latające książki, kamera w zamykającym się oku i przysłonięta źrenicą (wow, to było dobre!), znikające anioły itd. No i humor. Film nie stara się tego wszystkiego pokazać ze śmiertelną powagą - pojawia się mnóstwo żartów, głównie na styku konfliktu USA - UK (jak doczytałem film miał być powojenną propagandą starającą się poprawić nadszarpnięte powojenne stosunki tych państw). No i najważniejsze - po obejrzeniu mamy taki przyjemne ciepłe uczucie w sercu, którego te wszystkie czarne kryminały z tego samego roku nie potrafiły mi zapewnić :). Polecam jak najbardziej, mimo swojego wieku, film nadal nadaje się do oglądania. No i jest w większości w kolorze (tylko scenki niebiańskie czarno-białe). Z ciekawostek - małą rólkę (jedno zdanie) zagrał w tym filmie późniejszy zdobywca Oscara za Gandhiego, Richard Attenborough. Nie wiem czy to nie jest też przypadkiem pierwszy film, w którym bohaterowie grają w tenis stołowy - i to całkiem zawodowo :). Pozycja 8/191.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1501
Nr 192/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
Great Expectations (1946), Wielka Brytania, reż. David Lean

Wielkich oczekiwań wobec tego filmu prawdę mówiąc nie miałam. Wiedziałem jedynie że scenariusz powstał na podstawie powieści Charlesa Dickensa, której bez wstydu przyznaję się nie kojarzyłem :). Czekało mnie więc przyjemne rozczarowanie, bo film okazał się... bardzo dobry! :). Już po kilku minutach zresztą się gapnąłem, że chyba oglądałem odcinek South Parku z podobnym scenariuszem i z niecierpliwością oczekiwałem ataku małp robotów, ale pewnie ze względu na ewentualne problemy z efektami specjalnymi te sceny z wersji z 46 roku zostały usunięte. Mimo wszystko oglądało się całkiem spoko. Film opowiada o losach młodego sieroty (XIXwieczna Anglia), który zostaje zatrudniony przez milionerkę wariatkę, która stara się zniszczyć życie jak największej ilości mężczyzn i nie oszczędzi nawet 10-latka. Chłopak zakochuje się w podopiecznej milionerki - szczęście mu sprzyja i tajemniczy bogaty sponsor śle mu pieniądze, by mógl zostać młodym paniczem. Wszystko się oczywiście mocno potem komplikuje, intryga jest zresztą bardziej skomplikowana, ale nie chcę jej za bardzo opowiadać żeby nie psuć zabawy osobom które będą to oglądały. Bo warto. Warto też wspomnieć że jest to pierwsza rola mówiona Aleca Guinessa (oryginalny Obi Wan Kenobi - ale czy rozpoznacie go na którymś z poniższych obrazków?!). Z ciekawostek - aktorka grająca młodą podopieczną zagrała dziesiąt lat później w remaku swoją opiekunkę :). Imdb twierdzi zresztą, że grała poza tym w Star Treku i podkładała głos pod Final Fantasy: The Spirits Within - czyli ogólnie zebrało się towarzystwu na fantastykę. Pozycja 29/192.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1501
Nr 193/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
Notorious (1946), USA, reż. Alfred Hitchcock

Wydawało by się, że to nie mogło pójść źle - Alfred Hitchcock, Cary Grant, Ingrid Bergman i Claude Rains - te nazwiska zwykle gwarantowały niezłą zabawę. Ale tym razem jakoś to mnie nie porwało, ba, wiało wręcz nudą. Zdaje się też, że jestem odosobniony w tym odczuciu, bo wielu recenzentów wymienia ten film jako jeden z najlepszych tworów małego łysola. Z mojej perspektywy poza kilkoma niezłymi scenkami gdzie odrobina napięcia na chwilę przykuwała moją uwagę, ziewałem z nudów. Po drugiej wojnie światowej niedobitki nazistowkich naukowców zwiewają się Brazylii, gdzie pracują nad zbudowaniem bomby atomowej. Na ich tropie są jednak amerykańscy szpiedzy, którzy zatrudniają Ingrid Bergman, aby zinfiltrowała ich środowisko. Widoczki momentami niezłe - wiadomo, Brazylia, Rio de Janeiro, Ingrid jak zwykle piękna, ale tyle dobrego można o filmie powiedzieć. Może nie podpasował mi fakt, że między nią, a jej nazistowskim mężem jest 26 lat różnicy, a między mężem a jego matką tylko 3? :) Wygląda to dość niepokojącą i równie niepokojące są wynikające z tego implikacje :). W każdym razie - nie jest to zbyt porywający film. I na dodatek promuje jazdę po pijaku! Pozycja 112/193.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika
Administrator
Dołączył: Maj 2008
Posty: 1501
Nr 194/1001
Obraz wysłany przez użytkownika
Black Narcissus (1946), Wielka Brytania, reż. Michael Powell, Emeric Pressburger

Tym razem panowie reżyserujący się niezbyt popisali. Co z tego, że w kolorze, co z tego że niezła lokalizacja (Himalaje! ale i tak oszukane, bo zrobione w studio, buuu), co z tego że aktorzy nie najgorsi (nawet młoda Estella z Great Expectations się załapała, ale zrobili z niej Hinduskę i wsadzili jakiś taki obleśny kolczyk w nos, nie mówiąc już o tym, że nierówno wysmarowali jakąź mazią po buzi, więc straciła cały swój wdzięk), co z tego wszystkiego, skoro film jest o zakonnicach. Na jaką akcję możemy więc liczyć?? No tu się akurat trochę zdziwiłem, ale po kolei - pięć zakonnic udaje się do położonego gdzieś na końcu świata w Himalajach byłego haremu na wysokiej skale by zmienić go w szkółkę i szpital. Nie bardzo się wszystko układa, ludność tubylcza niezbyt skłonna do nawracania się. Na dodatek złego jedyny miejscowy Anglik ma zwyczaj odwiedzać zakon w maksymalnie krótkich spodenkach albo wręcz z gołym torsem (poprawcie mnie jeśli się mylę, ale na wysokości kilku tysięcy metrów w takich Himalajach, to raczej chłodnawo bywa? Zresztą cała ludność tubylcza raczej goła nie lata, tylko poubierana), co doprowadza siostry do szaleństwa. Dosłownie. Pod koniec jedna z nich całkiem wariuje od wpatrywania się jego gołe kolana i film zmienia się w horror, gdy zamieniona w zombie (no dobra, trochę przesadzam, ale popatrzcie na ostatni obrazek pod spodem) skrada się korytarzami by dokonać mordu. AHAHAHAHAHA!. Niemniej jednak - przez większość filmu nudy na pudy. Pozycja 105/194.
Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Strona: « < ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 ... > »

Forum JRK's RPGs działa pod kontrolą UseBB 1