| Autor |
Wyślij |
|
|
#106 Nie wrz 13, 2009 7:18 pm
|
|
Użytkownik
Dołączył: Sie 2008
Posty: 449
Skąd: Felanitx (Hiszpania)
|
Ktos juz moze byl na "District 9" ? Bo sie wlasnie zastanawiam czy nie pojsc do kina... Tylko jakos sie boje, ze to moze byc niezla kiszka. Wczoraj natomiast bylem z kolezanka na "He's just not that into you" - niezle, moze nie rewelacyjne, ale da sie obejrzec, pare razy sie usmiechnac, pare razy posmucic  _______________ Xbox 360 Elite | Playstation 2 Fat | Nintendo DS Classic | SE Xperia x10
|
|
|
#107 Wto wrz 15, 2009 11:01 pm
|
|
Użytkownik
Dołączył: Lis 2008
Posty: 9
|
Obejrzałem G.I Joe i nie polecam , przypominało to nowe przygody Bonda , jeśli ktoś się spodziewa akcji rodem z komiksów nie ma tu czego szukać , właściwie tylko imiona postaci zachowano  Gdzieś 2011 należy wypatrywać części drugiej ;]
|
|
|
#108 Sob wrz 19, 2009 5:23 pm
|
|
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 206
Skąd: Zabrze
|
Ostatnio spedzam czas bardzo kinowo, tydzien temu "Inglourious Basterds" - najnowszy film Tarantino. Troche obawialem sie, ze moze wyjsc przegadana kiszka ale bylo bardzo dobrze. Film swietnie oscylowal miedzy czarna komedia [sceny z Bradem Pittem parodiujacym filmowych amerykanskich sierzantow] a dramatem [segmenty z zydowka pragnaca zemscic sie na nazistach]. Na pochwale zasluguje postac niemieckiego kolonela Hansa Landy granego przez austriaka Christopha Waltza - jak tak swietny aktor mogl sie uchowac tyle lat wystepujac tylko w niemieckich produkcjach telewizyjnych? Dwie niezwiazane historie lacza sie w zaskakujacym i efektownym zakonczeniu. Dla mnie 10/10, o niebo lepszy od DeathProof, zaryzykuje nawet, ze to najlepszy tarantino od czasow Pulp Fiction. Wczoraj natomiast, w zwiazku z zamilowaniami filmowymi mojej TŻ, udalem sie na maraton filmowy "Noc Czeskich Filmow". Ogolnie bylem bardzo zadowolony, ale po kolei: "Butelki Zwrotne" - pierwszy, i moim zdaniem najlepszy film tej nocy. Bardzo ciepla komedia obyczajowa o 65-letnim nauczycielu, ktory przezywa skrajane zalamanie, zarowno w szkole jak i w malzenstwie. Wkrotce rezygnuje ze swojej pracy w szkole, by wyladowac w supermarketowym skupie butelek, ktory powoli zaczyna odmieniac jego zycie. Humor, jak na komedie obyczajowa skierowana dla starszych i mlodszych jest zaskakujaco wysoki, mozna smialo zasiasc cala rodzina [za wylaczeniem najmlodszych - jest pare scen o zabarwieniu erotycznym], kazdy znajdzie cos dla siebie. 9/10 "Obslugiwalem angielskiego krola" - kolejna komedia, tym razem bardziej wyrafinowana. Opowiesc o mlodym i cwanym pikolaku Janie Dite, ktory marzy o zostaniu jednym z milionerow, ktorych obsluguje. Przez caly film widzimy jak z biedoty pnie sie na sam szczyt stanu majatkowego, a w tle obserwujemy przemiany czechoslowackiego spoleczenstwa w latach 30. Jak to bywa, w koncu komedia przeistacza sie w dramat, ale przemiana jest tak subtelna, ze prawie jej nie zauwazamy. Z poczatku film jest bardzo cieply, wrecz basniowy, razem z wojna jednak staje sie szary i ponury. Bardzo dobra gra aktorska [ciesza przede wszysktim popisy kelnerskie] oraz humor. Szkoda tylko, ze po polowie film zaczal sie strasznie dluzyc. Gdyby skrocili o 30 min - byloby swietnie. A tak, jest tylko bardzo dobrze. 8/10 "Do Czech Razy Sztuka" - kolejna komedia obyczajowa, tym razem jednak o mezczyznie, wkraczajacym w lata 40te swojego zycia. Pewnego dnia orientuje sie, ze zaczyna przeszkadzac mu nienaturalny nos swojej zony, co wkrotce prowadzi do zdrady, a nastepnie rozwodu. Mezczyzna nie potrafi zaakceptowac, ze sie starzeje, a szalenstwa mlodosci odejda w niepamiec. Ukojenia szuka w alkoholu oraz innych kobietach - czasem nawet o wiele od siebie starszych. Calkiem dobry humor [choc miejscami bardziej pod publike] i jak zwykle swietna gra aktorow. Szkoda tylko, ze scenariusz nie nalezal do najlepszych. Film dosc przewidywalny, temat oklepany, a zakonczenie jakby urwane wiec z braku koncepcji postanowiono nakarmic publicznosc dosc marnym symbolizmem. Wahalbym sie miedzy 6/10 a 7/10. Jeszcze taka dygresja - polski dystrybutor bardzo popisal sie tlumaczeniem. "Nestyda", czyli jak podaje slownik bezwstydnosc przetlumaczono na tytul, ktory nie ma nic wspolnego z trescia. W trakcie filmu tez jest pare takich kwiatkow, jak np firma "Bezpieczny odwoz" to w napisach "Bania Taxi". Brawo... _______________ Xbox 360 * Nintendo DS classic * GameCube * PlayStation2 fat * PSone
|
|
|
#109 Wto wrz 22, 2009 11:11 am
|
|
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 416
Skąd: Stolica
|
Sir_Giurek napisał(a) Ktos juz moze byl na "District 9" ? Bo sie wlasnie zastanawiam czy nie pojsc do kina... Tylko jakos sie boje, ze to moze byc niezla kiszka.
Niestety Polska to nie Europa Zachodnia, u nas premiera w październiku dopiero. Ale zapowiada się bardzo ciekawie. Poza tym, mnóstwo krytyków chwali Dystrykt 9, że w końcu oryginalne i inteligentne kino sci-fi z mnóstwem akcji jest. Nawet posypały się porównania z Blade Runnerem. Spawara napisał(a) zaryzykuje nawet, ze to najlepszy tarantino od czasow Pulp Fiction.
Nie ma czego ryzykować. Kill Bill był w porządku, ale jednak trochę się na nim zawiodłem. A fakt, że Tarantino i jego producenci wydali go w dwóch częściach to bezczelny skok na kasę. W Death Proof jedynie akcja z Challengerami i rola Kurta Russela była fajna. No i może jeszcze lapdance  Ponownie obejrzałem "Big Lebowskiego" braci Coen. Im więcej go oglądam tym bardziej jestem przekonany, że Coenowie swój najlepszy film już mają za sobą. Jeff Bridges jako Dude stał się dla mnie nieśmiertelny  Tak samo John Turturro jako Jezus i John Goodman jako Walter  genialny film godny polecenia każdemu. _______________ We saw the shadows of the morning light The shadows of the evening sun Until the shadows and the light were one
|
|
|
#110 Wto wrz 22, 2009 12:24 pm
|
|
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 268
|
Dystrykt 9 jest ok, trzeba przyznać, że ma parę ciekawych motywów, ale poza "porządny film" nie wychodzi, porównania do Blade Runnera są lekko przesadzone  Zaliczyłem też "9" - film cg o ...... malutkich pacynkach ....... walczących z SI ........ w świecie, w którym ludzie zostali wybici przez inteligentne maszyny. Mieszanka wybuchowa  Fabularnie film pozostawia sporo do życzenia, ale cieszy zmysł estetyczny, ma efektowne akcje i dobrze się ogląda - w skrócie: warto  Inglourious Basterds jest bardzo dobry, ale gdy oglądnąłem drugi raz po tygodniu już tak bardzo nie bawił - to jednak nie to samo co Pulp Fiction, które mogę oglądać w kółko. Jednak warty polecenia film zdecydowanie. G.I.Joe natomiast mi się podobał - oglądałem z nastawianiem, że to będzie fabularny gniot, więc zawieść się nie mogłem. A akcja, w której gonili się po Paryżu zrobiła na mnie takie wrażenie, że z kina wyszedłem bardzo zadowolony.
|
|
|
#111 Pią paź 02, 2009 11:19 am
|
|
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 416
Skąd: Stolica
|
Xell napisał(a) Zaliczyłem też "9" - film cg o ...... malutkich pacynkach ....... walczących z SI ........ w świecie, w którym ludzie zostali wybici przez inteligentne maszyny. Mieszanka wybuchowa  Fabularnie film pozostawia sporo do życzenia, ale cieszy zmysł estetyczny, ma efektowne akcje i dobrze się ogląda - w skrócie: warto 
Nie wiem jak pełnometrażowa wersja, z której plakatu atakuje mnie napis "NOWA PRODUKCJA TIMA BURTONA", ale krótki metraż był bardzo fajny  Na pułkach empikowych znalazłem film "Franklyn", o którym kiedyś czytałem, że to detektywistyczne noir rozgrywające się w steampunku. Wziąłem bez zastanowienia. Żałuję. Wina leży po mojej stronie oczywiście, bo uwierzyłem marketingowcom, zamiast poczytać o filmie w sieci. Otóż tak, mamy część "steampunkową", ale jest to tylko jedna z dwóch płaszczyn, w których rozgrywa się film. Druga to nasza nudna rzeczywistość. W części steampunkowej podążamy za Jonathanem - facecie w białej masce i skórzanej kurtce - który jest jedynym ateistą w mieście pełnym różnych religii. Jego celem jest zabicie człowieka o ksywce "Individual". W tym samym czasie rozgrywa się historia w naszym świecie o: - młodym człowieku porzuconym przez kobietę, - cierpiącej artystce, która ma problemy z inspiracją - starszemu jegomościowi, który szuka syna. Za dużo jest tych wątków. Pod koniec wszystko ładnie się łączy co prawda, ale dotarcie do ostatnich scen jest mordęgą. Wątek artystki jest fajny (rewelacyjna Eva Green), starszego jegomościa przewidywalny do bólu, a młodego człowieka zbędny. Historia Jonathana jest fascynująca, ale kończy się fatalnie IMHO. I zdecydowanie za dużo autor scenariusza pożyczył z Rorschacha z Watchmen. Ogólnie, takie sobie filmidło. Pewnie lepiej bym odebrał, gdybym nie czytał zapowiedzi i nie oglądał zwiastunu. _______________ We saw the shadows of the morning light The shadows of the evening sun Until the shadows and the light were one
|
|
|
#112 Pią paź 16, 2009 11:26 am
|
|
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 206
Skąd: Zabrze
|
Czeskich filmow ciag dalszy, tym razem padlo na "Spiskowcy rozkoszy" [''Spiklenci slasti'']. Kompletnie nie planowalem ogladania filmu tego dnia, wiec nie wiedzialem czego sie spodziewac - i to jeszcze bardziej spotegowalo moje wrazenia. Film jest niemy [co jak na 1996 rok nie jest raczej norma], przezabawny i kompletnie surrealny. Obserwujemy w nim piatke bohaterow, z ktorych kazdy posiada swoj wlasny, i najczesciej zupelnie abstrakcyjny, fetysz. Nie chcialbym spoilerowac zbytnio, wiec powiem tylko, ze pani uprawiajaca sado-maso jest chyba najnormalniejsza z calej grupki  Zupelnie odjechany, przesadny i nienormalny - polecam  _______________ Xbox 360 * Nintendo DS classic * GameCube * PlayStation2 fat * PSone
|
|
|
#113 Czw paź 22, 2009 11:58 am
|
|
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 416
Skąd: Stolica
|
Xell napisał(a) Dystrykt 9 jest ok, trzeba przyznać, że ma parę ciekawych motywów, ale poza "porządny film" nie wychodzi, porównania do Blade Runnera są lekko przesadzone 
Byłem w końcu w kinie na tym. Bardzo fajny. Paradokumentalny początek wbija w fotel i szokuje. Później, co prawda, drastycznie zmienia się w rozrywkowe kino akcji, ale cały czas trzyma dobry poziom. Zakończenie nieco zawodzi. I w przeciwieństwie do ludzi, z którymi byłem na tym w kinie, podoba mi się ta cała masa niedopowiedzeń, jakie zostawili w Dystrykcie 9  Zdecydowanie polecam. Teraz, kurde aż żałuję, że nie wypaliło z ekranizacją Halo. Dystryktem 9 Neill Blomkamp udowodnił, że talent do robienia filmów ma. Z mało znaczących popierdółek: Załoga G - chomiki i świnki morskie zbawiają świat. Pomimo miłego początku bardzo szybko jakość spada do typowych, hollywoodzkich produkcji. Ech, a zabierając się za to myślałem, że będzie tak fajnie, jak w filmach Pixara. Odradzam. Wyznania zakupoholiczki - nigdy nie wybaczę swojej kobiecie, że kazała mi to razem z sobą oglądać. Głupia baba uzależniona od zakupów przez przypadek trafia do redakcji pisma finansowego, gdzie uczy się życia i poznaje ukochanego. Beznadzieja. Szybko i Wściekle - czwarta część ulubionego filmu dresiarzy. Równie przyjemne co chodzenie gołymi stopami po rozbitym szkle. Zero radochy z oglądania, kiepska i przewidywalna do bólu fabuła, a to co ma być największą atrakcją, czyli wyścigi wiejsko ztjuningowanych fur są nudne. Trochę mnie to zaskoczyło, bo na Tokyo Drift bawiłem się świetnie. Nie polecam. _______________ We saw the shadows of the morning light The shadows of the evening sun Until the shadows and the light were one
|
|
|
#114 Wto lis 10, 2009 11:28 am
|
|
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 268
|
Grimm napisał(a) Ponownie obejrzałem "Big Lebowskiego" braci Coen. Im więcej go oglądam tym bardziej jestem przekonany, że Coenowie swój najlepszy film już mają za sobą. Jeff Bridges jako Dude stał się dla mnie nieśmiertelny  Tak samo John Turturro jako Jezus i John Goodman jako Walter  genialny film godny polecenia każdemu.
Zachęcony opinią oglądnąłem - super, choć przez to że oglądnąłem wcześniej "To nie jest kraj dla starych ludzi" zrobił na mnie trochę mniejsze wrażenie - styl prowadzenia fabuły nie był już tak nietypowy. Choć wybierając z tych dwóch, wybrałbym oczywiście Lebowskiego - m.in. za komediowe wstawki i klimat kojarzący mi się z Pulp Fiction. Goodman rządził  Zaliczam ostatnio filmy Disney/Pixar, które przegapiłem - Up (Odlot) i Wall-E są absolutnie rewelacyjne. Zapomniałem już jak wspaniałe mogą być filmy w zamierzeniu familijne - polecam każdemu, DreamWorks może się schować  « Ostatnia zmiana: Xell, Wto lis 10, 2009 11:31 am. »
|
|
|
#115 Sob lis 14, 2009 10:26 pm
|
|
Użytkownik
Dołączył: Sie 2008
Posty: 449
Skąd: Felanitx (Hiszpania)
|
Zalapalem sie bodajze na ostatni kinowy seans "Inglorious Basterds" i...zaluje, ze tak zwlekalem. Po (moim zdaniem) strasznie slabym "Death Proof" balem sie, ze Tarantino mogl wypuscic kolejna kiszke. Nie moglem sie chyba bardziej mylic. Zeby nie powtarzac sie po Spawarze, ujme to tylko tak: genialne. A gra aktorow, nie tylko takich gwiazd jak Pitt, byla wprost rewelacyjna. Ja chce to obejrzec jeszcze raz  Ostatnio obejrzalem tez "The Man From Earth" - kapitalny film, chociaz na pierwszy rzut oka moze nie wydawac sie niczym specjalnym (w zasadzie cala akcja dzieje sie w jednym pokoju i sprowadza do rozmowy grupy przyjaciol). Zdecydowanie polecam, bardzo przyjemnie sie to oglada, zastanawiajac sie czy glowny bohater (oznajmiajacy, ze ma ponad 10 000 lat) jest wariatem, robi sobie ze znajomych jaja, czy faktycznie jest tym, za kogo sie uwaza. A jutro lece na "2012". Czyli "relaksator-odmozdzacz z fajnymi efektami" ;p _______________ Xbox 360 Elite | Playstation 2 Fat | Nintendo DS Classic | SE Xperia x10
|
|
|
#116 Nie lis 22, 2009 11:30 pm
|
|
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 416
Skąd: Stolica
|
Sir_Giurek napisał(a) A jutro lece na "2012". Czyli "relaksator-odmozdzacz z fajnymi efektami" ;p
I jak wrażenia po seansie? Niedawno widziałem i stwierdzam, że to najlepszy film Emmericha. Znacznie lepiej teraz sobie poradził z równowagą między komedią, dramatem, a rozpierduchą niż w "Pojutrze". Szczerze mówiąc przez 3/4 filmu bawiłem się świetnie, czego się nie spodziewałem (głównie dzięki szalonemu Harrelsonowi i ruskim  ), a potem pojawiły się te Arki...ech, cała przyjemność z oglądania wylądowała w koszu. Szczególnie po przemowie tego doktora, przez którą cała Arka była zagrożona, bo on chciał uratować paru mało znaczących ludków (z pewnością od groma głupich momentów było przed tą sceną, ale wcześniej za dobrze się bawiłem, żeby zwracać na takie rzeczy uwagę). Acha, oczywiście największym złoczyńcą okazał się jedyny człowiek, który myślał trzeźwo i rozsądnie, który miał na uwadze przetrwanie całej ludzkości, a nie drobnej garstki bogaczy. Ogólnie jest to film przepełniony kretynizmami, z bohaterami idiotami, którzy zawsze wyglądają pięknie i z nieprawdopodobną ilością cudownych zbiegów okoliczności. No, ale każdy film Emmericha taki jest, więc tu nie było zaskoczenia, ani zawodu  Jak się lubiło Dzień Niepodległości albo Pojutrze to ten film też bez problemów powinien ułożyć się w żołądku. _______________ We saw the shadows of the morning light The shadows of the evening sun Until the shadows and the light were one
|
|
|
#117 Pon lis 23, 2009 9:54 pm
|
|
Użytkownik
Dołączył: Sie 2008
Posty: 449
Skąd: Felanitx (Hiszpania)
|
No wlasnie w koncu zostalem w domu i obejrzalem kilka zaleglych filmow ("Wyspa", "Ja, Robot", "Star Trek" - rewelka - i "Dystrykt 9")  _______________ Xbox 360 Elite | Playstation 2 Fat | Nintendo DS Classic | SE Xperia x10
|
|
|
#118 śro gru 16, 2009 1:28 am
|
|
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 416
Skąd: Stolica
|
Xell napisał(a) Zaliczyłem też "9" - film cg o ...... malutkich pacynkach ....... walczących z SI ........ w świecie, w którym ludzie zostali wybici przez inteligentne maszyny. Mieszanka wybuchowa  Fabularnie film pozostawia sporo do życzenia, ale cieszy zmysł estetyczny, ma efektowne akcje i dobrze się ogląda - w skrócie: warto 
W końcu obejrzałem. Zawiódł mnie niesamowicie :/ powiem nawet, że gorszy był od powstałej w 2005 roku krótkometrażówki. Koncept wyborny i świeży, ale fabularnie leży na całej linii. Żałosne dialogi, głupota bohaterów, kiepska muzyczka i żałosne zakończenie. Ech. Może po prostu wiązałem z tym filmem zbyt duże nadzieje. Na "Bękartach Wojny" też się przejechałem. Nie twierdzę bynajmniej, że jest źle, ale zachwytów brak. Jest ok, zdecydowanie lepiej niż w "Death Proof", ale Quentin nawet nie zbliżył się do poziomu "Jackie Brown" czy "Pulp Fiction". Nie mówiąc o "Wściekłych Psach". Raczej bliżej mu tutaj do "Kill Bill", ale jest znacznie nudniej. Nie rozumiem zachwytu nad aktorstwem. Pitt, Waltz i Kruger grali ponadprzeciętnie, a reszta była dość standardowa. Szkoda, że Til Schweiger nie miał większej roli. Eli Roth był tragiczny, miał niesamowite wejście jako Żyd Niedźwiedź, ale za każdym razem, gdy musiał się odzywać wychodziły jego braki w aktorstwie (co jest zrozumiałe, bo jest reżyserem). W sumie największa szkoda, że tytułowi Bękarci byli obecni może w 1/3 filmu. Zdecydowanie za dużo było Francuzki i tego żałosnego wątku z niemieckim bohaterem. Początek i zakończenie były genialne, środek już niekoniecznie. Generalnie warto, ale jak wspomniałem, bez zachwytów. _______________ We saw the shadows of the morning light The shadows of the evening sun Until the shadows and the light were one « Ostatnia zmiana: Grimm, śro gru 16, 2009 1:38 am. »
|
|
|
#119 Pon gru 28, 2009 10:09 am
|
|
Użytkownik
Dołączył: Sie 2008
Posty: 449
Skąd: Felanitx (Hiszpania)
|
No, dzisiaj o 20:40 ide na "Avatara" w 3d, zobaczymy co to warte, bo poki co wielkich oczekiwan nie mam (oczekuje tylko dobrych efektow ;P ). Mam nadzieje, ze cos z filmu zobacze, bo ide z dziewczyna, ale co tam  Ktos juz moze po seansie ? _______________ Xbox 360 Elite | Playstation 2 Fat | Nintendo DS Classic | SE Xperia x10
|
|
|
#120 Pon gru 28, 2009 10:33 am
|
|
Użytkownik
Dołączył: Maj 2008
Posty: 416
Skąd: Stolica
|
Ja się wybieram w środę o 22 z hakiem. Tylko dlatego, bo w Imaxie wszystkie inne seanse zostały wykupione  Cholerne polskie nolife'y, nic innego nie mają do roboty jak chodzić do kina na film w 3D  Się wybieram w typowo męskim składzie, bo kobiety uznały, że to kolejna głupotka jak G.I.Joe czy Mission: Impossible  spodziewamy się tylko dobrych efektów, bo fabułę całą w zasadzie w zwiastunach pokazali. Nie mówiąc o tym, że internet huczy od stwierdzeń "Pocahontas w kosmosie, z kocimi smurfami w roli Indian". Daj znać, czy fajny ten "Avatar" Giurku  A z innej beczki, "500 dni miłości" to naprawdę fajny film romantyczny. Chyba nawet mogę powiedzieć, że w swoim życiu widziałem tylko jedną lepszą produkcję, która zajmuje się tematyką miłosną - Eternal Sunshine of the Spotless Mind. Polecam. _______________ We saw the shadows of the morning light The shadows of the evening sun Until the shadows and the light were one
|