Eiyuden Chronicle: Hundred Heroes

Wydania
2024( Steam)
Ogólnie
Duchowy spadkobierca serii Suikoden, sfinansowany przez kickstarterową zbiórkę. Ponad setka postaci do zebrania, nostalgiczna podróż do gier sprzed 30 lat.
Widok
izometr
Walka
turówka
Recenzje
JRK
Autor: JRK
05.06.2026

Dawno dawno temu, bo ponad 30 lat wstecz, na pierwszym Playstation ukazała się gra, która nieźle namieszała w historii erpegów (aczkolwiek nie od razu, potrzeba było kilku lat, zanim świat dojrzał by ją w pełni docenić). Pierwszy Suikoden, bo o nim mowa, graficznie nie powalał, mechanicznie był typowym jrpgiem, ale miał jeden ciekawy wyróżnik - w przeciwieństwie do całości konkurencji, gdzie członków drużyny było kilku, tu postaci do zrekrutowania było ponad setkę. I ich poszukiwanie i kolekcjonowanie, a potem testowanie zdolności bojowych w drużynie było główną osią zabawy. Gra doczekała się kilku lepszych lub gorszych kontynuacji (patrzę na Ciebie, Suikodenie IV), ale w którymś momencie twórcy stwierdzili, że produkowanie gier z tak ogromną ilością bohaterów jest nieopłacalne i przez kilkanaście lat nie dostaliśmy w tym podgatunku nic nowego. I byłby to koniec suikodenowania, gdyby nie twórca pierwszych części, który stwierdził, że świat byłby zbyt smutnym miejscem bez nowej odsłony. Co prawda nie miał praw autorskich do oryginalnego tytułu, ale miał wiedzę, doświadczenie i dostęp do internetu, gdzie znalazł grono nostalgicznie nastawionych i co ważniejsze - kasiastych fanów serii. Na rzucone hasło o zbiórce kasy na nową grę odzew był natychmiastowy - wymagane fundusze uzbierały się w zaledwie kilka godzin od startu, do końca zbiórki wpadło coś ponad 4 mln dolców - co wtedy było trzecim najlepszym wynikiem w historii. Potem trzeba było poczekać kilka lat i w końcu dostaliśmy grę z jeszcze trudniejszym do zapamiętania tytułem niż oryginał: Eiyuden Chronicle: Hundred Heroes. Czy warto było czekać i czy magia serii wróciła?

Nie będę was trzymał w niepewności i od razu napiszę - w moim odczuciu - tak. Dostaliśmy to, co było obiecane - nowego Suikodena w odświeżonej wersji godnej lat 20 XXI wieku. Trzon rozgrywki pozostał bez zmian - samotny bohater, który od skromnych początków musi stawić czoła przeważającym siłom wroga, zebrać sojuszników i zmienić historię, wygrywając wydawałoby się z góry skazaną na przegraną wojnę. Postaci do uzbierania jest tym razem coś koło 120, w drużynie możemy mieć 6 (plus jedna wspierająca zdolnościami), więc kombinacji i zabawy testowaniem różnych składów nie zabraknie. Mamy postaci walczące tylko z pierwszego rzędu, większe postaci które zajmują dwa miejsca, niektórzy dostają ataki specjalne jeśli w drużynie znajduje się ktoś inny (lub nawet więcej niż jedna postać), jest więc sporo zabawy z odkrywaniem tych wszystkich strategii i moja taktyka wybieranie bohaterów z najfajniejszymi mordkami nie zawsze wychodziła mi na dobre :). Na niektóre misje mamy też część drużyny narzuconą fabularnie (ale można trochę to obejść, bo jest taka jakby ławeczka rezerwowych, która nie walczy, ale z nami łazi i tam można obowiązkową postać posadzić, a do bitwy wystawić kogoś innego), czasem któraś postać jest niedostępna. Jak to w serii bywa, znalezienie wszystkich sojuszników nie jest obowiązkowe, ale wiadomo, "gotta catch them all" jest silnym zaklęciem i sądząc po steamowych osiągnięciach za zgromadzenie kompletu postaci, spora część grających nie odpuszcza i szuka do skutku. A czasem jest to dość trudne - nie wiem, czy bez solucji bym sobie poradził (a przynajmniej bez przeznaczenia na poszukiwania kolejnych kilkudziesięciu godzin). Jak to w serii bywa, w którymś momencie fabularnie dostajemy bazę (w tym przypadku zamek) i bawimy się w jego rozbudowę. Część zrekrutowanych bohaterów zostanie w nim na stałe - nie będą walczyć, tylko pełnić funkcje hmm stacjonarne? Będą to sklepikarze, zbieracze, kucharze, kowale, farmerzy itp. Ale żeby nie było nam smutno - można ich zgarnąć do drużyny na pozycję wsparcia (typu znajdziemy więcej drewna, będzie lecieć z wrogów więcej pieniążków, czy żarcie będzie miało lepsze buffy).

A jak to wygląda? Bardzo fajnie. Piękne rysowane tła, dużo detali i równie fajnie animowane duszki postaci, mocno inspirowane SNESową prehistorią. Styl mocno mi podpasował i zagrał wszystkie odpowiednie nutki nostalgii na mojej duszy :). Chyba wszystkie dialogi w grze mają też podłożone głosy, co przy tak dużej ilości postaci jest sporym osiągnięciem. Muzyki co prawda już nie pamiętam, ale zapewne w niczym mi nie przeszkadzała :D. Fabularnie - nic oryginalnego, typowa suikodenowa opowieść o złym imperium najeżdżającym sąsiada i garstce rebeliantów walczących o niepodległość. Jest kilka miłych momentów ocierających się o epickość, ale na wzruszenia, łzy rozpaczy, czy inne tego typu atrakcje nie ma co się nastawiać. Postaci za to są sympatyczne, dialogi nie wywołują krindżu, mimo sporej ilości bohaterów każdy w jakiś sposób się wyróżnia i jest łatwy do zapamiętania, nie zlewają się w nierozpoznawalną masę mięsą armatniego :). A skoro o armatach mowa - jak to w Suikodenach bywa, poza zwykłymi walkami (turówki, całkiem spoko, choć walki z bossami potrafią się ciągnąć w nieskończoność) dostajemy kilka bitew armii, które prowadzone są na nieco innych zasadach - niezbyt mi przypadły do gustu, ale fakt że zwykle jesteśmy w nich w mocno niekorzystnej sytuacji taktycznej ma w sumie uzasadnienie fabularne - jesteśmy zdecydowanie underdogiem w tej wojnie.

To skoro już narzekam, to znajdźmy jeszcze kilka powodów do tego. Póki nie znajdziemy jednego z bohaterów posługującego się magią teleportacji, czekają nas okrutne ilości biegania po mapie świata, potem jest już luzik, ale te kilka pierwszych godzin wpadania na przeciwników co kilka chwil podczas siódmej wycieczki do pobliskiego miasteczka w celu przespania się, mocno zachwiało moją wiarą w ten tytuł. Nie podeszły mi też wszystkie mini-gierki - a tych jest sporo i są naprawdę rozbudowane - karcianka, bitwy kucharzy, handel, łowienie rybek i najgorsze ze wszystkich - walczące bączki. Ilość czasu i energii, które trzeba poświęcić, by je wszystkie wymaksować wystarczyłyby na ukończenie jakiegoś 'normalnego' erpega :). I tak, nie są to zabawy wymagane, ale oczywiście nagrodą za ich wymęczenie są bohaterowie do zrekrutowania, więc trzeba było zagryźć zęby, otrzeć łzy frustracji i po raz kolejny rzucać tymi durnymi bączkami, mając nadzieję, że tym razem się uda. Pokonało mnie też kilka zagadek logicznych w labiryntach - musiałem ratować się filmikami na YT by zobaczyć, jak przestawiać te wszystkie dźwignie, których skrótów używać - rozumiem coś takiego dla ukrycia jakiegoś bonusowego skarbu, ale dla wymaganego przez fabułę odkrycia ścieżki, trochę przegięli (i nie jest to tylko moje casualowe i rozpuszczone przez lata coraz łatwiejszych gier podejście, ale sądząc po ilości płakania w sieci - zdanie większości). Z mniejszych zastrzeżeń - zabrakło mi jakichś wątków romansowych i trochę rozczarowało podsumowanie na koniec - dostajemy info o dalszych losach wszystkich zrekrutowanych i... tam się nic u nich nie dzieje :). Pozostaje mi optymistycznie zakładać, że to dlatego, że będzie sequel i nie chcieli sobie zamknąć fabularnie furtek. Ostatni zarzut to kwestia DLC - krótkie (godzina - dwie) fabularne rozszerzenia za 40 zł? Skandal. Aczkolwiek, właśnie doczytałem, że to były bonusy na zachętę dla wpłacających na kickstartera, więc musieli je wycenić wysoko, żeby osoby które wsparły produkt w produkcji, nie poczuły się oszukane. Ok, zarzut wycofany :D.

Trochę ponarzekałem, ale te wszystkie minusy tak naprawdę nie psują gry, ot zabierają jej jedno oczko z ogólnej oceny, a osoby które nie posiadają chorobowej potrzeby maksowania wszystkiego i "łapania ich wszystkich" mogą sobie to oczko nawet dodać z powrotem :). To bardzo dobra gra, gwarantująca wiele godzin świetnej zabawy. Godny powrót Suikodena na ekrany naszych komputerów i pozostaje nam tylko czekać na obiecany sequel. Szkoda jedynie, że nie będzie w nim maczać palców wspomniany na początku japoński współtwórca pierwszych odsłon, bo zmarło mu się - i co gorsze - ledwie kilka tygodni przed oficjalną premierą Eiyuden Chronicles, więc nawet tym nie mógł się dostatecznie nacieszyć. I tym optymistcznym akcentem kończymy!

Moja ocena: 4/5


Obrazki z gry:


/obrazki dostarczył JRK/

Dodane: 05.06.2026, zmiany: 05.06.2026


Komentarze:

Porzuciłem grę w połowie, trochę mnie zmęczyła bo grałem z modem śrubującym mocno poziom trudności, do tego czekały kolejne tytuły do ogrania. Z perspektywy oceniam, że gra świetna i na pewno do niej wrócę. Tytuły dla których ją odstawiłem okazały się słabsze. Często tak jest, że po czasie doceniamy grę ;-)


[Gość @ 18.06.2026, 14:28]

Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?