Final Fantasy XVI (PC)

Final Fantasy XVI

Wydania
2024( Steam)
2024( Steam)
Ogólnie
Kolejna odsłona serii to krok w stronę minimalizowania elementów rpg na poczet akcji, ten odcinek stara się być "na poważnie" i w nieco mroczniejszych klimatach.
Widok
TPP
Walka
czas rzeczywisty
Recenzje
Thane
Autor: Thane
14.02.2026

Legendarna seria od trzynastki wypluwa dziwne twory, które jakoś się bronią, ale daleko im do czasów świetności. Jak daleko padło jabłko od jabłoni tym razem? Jeśli piętnastka była już prawie gruszką, to numer 16 jest ziemniadorem. W ogólnym rozrachunku to zmarnowany potencjał.

It's not the strength of my will that should worry you. But the weakness of yours.

Głównym bohaterem jest Clive Rosfield. Należy do książęcej rodziny, w której urodził się dominant – osoba obdarzona mocą eikona – jego młodszy brat, Joshua. Podczas przygotowań do ważnego rytuału zostają zaatakowani przez nieznane siły i tu zaczyna się właściwa historia.

Valisthea, bo tak nazywa się kraina, którą przyjdzie nam zwiedzać, jest wykreowana wspaniale. Głównym motywem jest podział ludzkości na dwie grupy: zwyczajnych, bez magicznych mocy, którzy muszą korzystać z kryształów, aby używać magii oraz tych gorszych – zniewolonych i poniżanych, zwanych nosicielami lub naznaczonymi. Oni potrafią używać magii bez wspomagaczy i służą głównie jako narzędzia wojny i niewolnicy. Cały dostępny obszar jest podzielony na kilka państw a ich wpływy zmieniają się z upływem czasu, bowiem historia rozłożona jest na niecałe 20 lat. Na początku trochę ciężko się połapać, ale z czasem wszystko się klaruje.

Fabuła przede wszystkim zaskoczyła mnie odwrotem od znanego od dekad klimatu Final Fantasy. Nastrój jest średniowieczny i dość mroczny, a poruszane tematy są trudne - intrygi, zdrady, represje, nienawiść, uprzedzenia – to wszystko jest chlebem powszednim, krew się leje na lewo i prawo a trup ściele się gęsto. Nie chcę oceniać, czy to dobry kierunek zmian, niech każdy sam zdecyduje. Na pewno wyszło to wiarygodnie. Historia wciąga i choć większość zwrotów akcji przewidziałem, to i tak z wypiekami na twarzy śledziłem to co się dzieje. Postaci jest sporo, są ciekawe i da się je lubić – to akurat żadne zaskoczenie. Clive na ich tle, z mało elastyczną rolą zbawcy świata, radzi sobie bardzo dobrze i nawet trochę zdążyłem się z nim zżyć przez te 80 godzin. To zasługa niezłego scenariusza, świetnych dialogów i dobrego aktorstwa – tu czuć budżet i talent twórców.

Uczony Harpocrates udostępnia nam wiedzę o świecie – bestiariusz, postacie, miejsca i ważne wydarzenia są dokładnie opisane i aktualizowane z czasem. Znajdziemy tam wyjaśnienia kto jest kim, dlaczego tak i o co chodzi. Jest to zrobione bardzo fajnie i pomaga zanurzyć się w świat. Później dołącza profesor Vivian, która z kolei przedstawia nam mapę świata i siatkę postaci. Obie również są aktualizowane po każdym wydarzeniu i tu szacunek dla twórców. Większość ludzi pewnie przejdzie obok obojętnie jak turyści, ja jednak śledziłem wszystkie te zależności i ciekawostki. Coś fantastycznego. Zadania poboczne to w zasadzie część fabuły – są proste jak konstrukcja cepa, nagrody nędzne, ale rozwijają poboczne wątki i postacie. Choć kilka historyjek było sztampowych, to jednak większość jest warta odkrycia – nie dowiemy się wszystkiego z głównego wątku.

These are clean kills. Perhaps young Ember really is ready...

Muzycznie jest to prawdziwe dzieło sztuki i to z rozmachem, zasługiwałoby na osobny artykuł. Czasem cała ta praca ginie gdzieś w tle rozbłysków na ekranie, ale musiałem sięgnąć po soundtrack. Pracowało nad tym kilku kompozytorów, jest około 200 utworów. Instrumentem prowadzącym jest fortepian – ma przestrzeń gdy trzeba i buduje atmosferę niesamowicie. Jak w moim ulubionym „Twilight” gdzie stałem bezczynnie w kryjówce, aby zanurzyć się w tym pięknie. Są też żywsze utwory, podkreślające dynamikę wydarzeń, czy elektroniczne brzmienia jak „Hamartia”. Są chóry, syntezatorowe linie basowe, organy, klimat gęsty jak smoła. I te subtelne klawisze. Oczywiście znany motyw przewodni w różnych wariacjach również. Realizatorsko najwyższa półka. Jedna z najpiękniejszych ścieżek dźwiękowych ostatnich lat.

Od strony technicznej w zasadzie same zachwyty. Menu jest nowoczesne i przejrzyste a przedmioty mają bogate opisy. Co ciekawe, każda zakładka pokazuje naszego herosa z innej perspektywy w bieżącym otoczeniu i ekwipunku, fajny zabieg. Warto zwrócić uwagę, że ekrany wczytywania praktycznie nie istnieją, dopiero pod koniec gry coś tam mi mignęło na sekundę, więc nawet nie wiem co widnieje na tych loading screenach – pewnie zasługa SSD, ale ta płynność robi wrażenie. Grafika jest piękna, otoczenie wygląda świetnie, do postaci również nie mam się czego przyczepić. Czasem Clive robi dziwne miny słuchając swych rozmówców, ale jego mimika jest dość bogata – zwłaszcza w cutscenkach, gdzie ma kilka momentów wymagających czegoś więcej niż groźna mina. A jak już jesteśmy przy przerywnikach filmowych, to są one zrealizowane świetnie. Ich ilość jednak jest ogromna, nie wiem czy połowy rozgrywki nie spędziłem na oglądaniu i chyba przebili tu niesławną trzynastkę. Nie wszystkim będzie to odpowiadać, zwłaszcza gdy weźmiemy pod lupę najsłabszy element gry: rozgrywkę.

Or maybe not!

Eksploracja. Co nam z pięknego świata, który jest pustawy, żeby nie powiedzieć pusty. Znajdźki są liche, mapy wbrew pozorom małe, liniowe i często gęsto poblokowane fabularnie. Jedyne co nas interesuje to znaczniki zadań i wrogowie, których potem omijałem bo szkoda mi było czasu a zysk wątpliwy. Chocobo? Jest. Nie użyłem ani razu.

Walka jest widowiskowa i przez pierwszą godzinę wydaje się ok. Potem robi się potwornie schematyczna i nudna. Przypomina to Devil May Cry czy God of War tylko w wersji demo. Ciosy nie dają frajdy a przeciwnicy to gąbki i często zachowują się jak zbiry z kina klasy B, czekając na swoją kolej aby zebrać łomot. Wszystko można zaspamować unikami, a gdy uzyskujemy dostęp do zamrażającego manewru to już robi się przedszkole. Starcia eikonów wyglądają pięknie, ale są jeszcze bardziej uproszczone i okraszone banalnymi QTE. Walka to w mojej ocenie najsłabsza strona gry. Chyba że... Rozwój postaci? Tak, zdobywamy poziomy, które zwiększają nasze cztery statystyki. Tak, więcej nie ma, a przyrost siły jest praktycznie nieodczuwalny. Ekwipunek jest bardzo ubogi – poza opisami. Crafting jest równie mierny i nie motywuje. Umiejętności możemy za darmo resetować co pozwala wypróbować i sprawdzić co nam odpowiada. Szybko okazuje się, że część z nich nadaje się do śmietnika i przez całą grę używamy kilku a wszystkie mają podobną moc działania – jednym słowem nuda. Mało tego, wszystkie mają tylko jedną wspólną cechę: cooldown. Żadnej many, wytrzymałości, żadnych superkombinacji. Może 20 lat temu było by to wystarczające, dzisiaj wypada po prostu skromnie, delikatnie mówiąc. Drużyna nie istnieje. Towarzyszy nie można kontrolować, wyposażyć czy awansować. Po prostu biegają z nami i biją – czym, za ile, po co, tego nie wie nawet sam Ultima. Warstwa RPG właściwie jest nieobecna. Zaraz, mowa o Final Fantasy? Nowatorskie systemy, bogata magia, wciągający grind? Nic z tych rzeczy. Jest polowanie na potwory ale również robiłem to dla zasady i każdego z nich pokonałem tym samym schematem. Brak wyzwań, przygotowań, satysfakcji. Też najciekawsze były... opisy zleceń. Regres osiągnął tu szesnasty bieg.

Wersja polska cieszy, ale jej poziom mniej. Pomijając literówki i brak konsekwencji przy odmianie, tłumaczenie dialogów często zabija przekaz. Jakby robiła to maszyna. Słysząc, co postacie mówią po angielsku czasem łapałem się za głowę, jak można było tak dać ciała. Na szczęście nie ma tego dużo.

Co więc zrobić z takim czymś? Przed ekranem trzymała mnie historia i to do samego końca. Właściwie nie było słabych momentów, trzyma poziom cały czas a nawet łapie za gardło i to mocno. Rozgrywka bywała nudna, chwilami nawet męcząca. Fajnala tu jak na lekarstwo. Jeśli szukacie gry akcji z wciągającą fabułą – dla niej zdecydowanie warto. Jeśli szukacie RPG lub ducha Final Fantasy w rozgrywce – szukajcie dalej. Takie naciągane 7/10. Ci, którym morbol nadepnął na ucho śmiało mogą odjąć jedno oczko.


Cholok
Autor: Cholok
03.10.2025

Koniec taryfy ulgowej dla gier akcji udających rpg-i. Gra action rpg to gra rpg, do której dodano elementy zręcznościowe, nie na odwrót. Poziomy i drzewka umiejętności nie są rakiem, nie zmieniają gatunku gry w rpg. Poziomy i drzewka umiejętności stały się niezwykle popularne i dodaje się je do wielu różnych gatunków z całkiem innych powodów niż projektowanie gry rpg. Nie chodzi mi o to, że FF16 jest grą akcji, bo już FF15 nią było. Chodzi o zredukowanie elementów rpg do nieakceptowalnego minimum, a po serii z tradycjami ma się pewne oczekiwania. Mogliby zrobić spin-off i nie byłoby problemu (z rpg, bo są też inne problemy). Przejdźmy do konkretów.

Naoki Yoshida, producent gry, zasłynął twierdzeniem o pejoratywności określenia jrpg. W tym kontekście nie dziwi postawienie na realizm, odejście od nastolatków ratujących świat, postaci z ogonkami czy grafiki stylizowanej na anime. Jednak czujne oko zauważy charakterystyczną fryzurę głównego bohatera, przerośnięte kurczaki czy latającego misia z pomponem. Niemniej fabuła stawia dość zawiłe wątki średniowiecznych królestw obfitujące w brutalność i zdrady inspirowane serialem "Gra o tron". Świat gry uzależniony jest od magicznych kryształów, zaś naturalni czarodzieje z nich nie korzystający są prześladowani. Pewna grupa ludzi jest uprzywilejowana, posiada moc dominacji nad summonami, zwanych tu eikonami. Potrafi korzystać z ich magii, a także przemienić się w potężną kreaturę. Akcja zaczyna się, gdy krainy nawiedza plaga, co prowadzi do wewnętrznych konfliktów. Historia jest całkowicie liniowa i pozbawiona wielu zakończeń, jednak ciekawa i okraszona ekstremalnie dużą liczbą cutscenek.

Świat gry nie jest otwarty jak w FF15, co jest niejakim krokiem wstecz. Składa się większych obszarów połączonych wąskimi ścieżkami (coś jak FF12), które stanowią większą całość królestwa. Odkrywamy je jednak liniowo, sporo ścieżek jest zamkniętych na potrzeby fabularne. Oprócz tego przechodzimy pewne etapy fabularne, które nie są włączane do mapy świata. Jest to podobne do etapów w "Mass Effect". Są to etapy całkowicie liniowe, choć dobrze jest to kamuflowane środowiskowo. W świecie gry eksploracja jest dość ograniczona, bo jest on w zasadzie pusty - nie licząc potworów. Jedyne co znajdziemy to liche rzeczy oznaczone świecącymi kulkami, które można zbierać ponownie przy kolejnym reloadzie obszaru. Są to głównie składniki do rzemiosła oraz mikstury lecznicze. Ciekawsze skrzynie rzadko zawierają fajne przedmioty, zwykle więcej składników do rzemiosła. Powoduje to, że szkoda czasu na eksplorację, bo nie znajdziemy niczego dobrego.

Co można robić poza głównym wątkiem? Całkiem niewiele. Co jakiś czas następuje wysyp zadań pobocznych dostępnych w kryjówce lub odkrytych wioskach. Każdy, kto grał w poprzednie gry z serii FF wie, że nie należy spodziewać się dobrych zadań pobocznych. W tej odsłonie wciąż nic się nie zmieniło. Są to generyczne zadania: przynieś, zabij. Są one całkowicie liniowe bez możliwości zawalenia. Część z nich jednak warto wykonać ze względu na coś więcej niż zwykłe nagrody. Oprócz tego jest polowanie na potwory. Nie ma żadnych gierek czy aktywności w rodzaju łowienia ryb. Można jednak powtarzać etapy i zdobywać punkty. Tryb ten nazywa się arcade. Z innych rzeczy jest rozbudowana encyklopedia, której czytanie zwiększa poziom mądrości postaci, tylko co to daje? Jest jeszcze zbieranie pamiątek do swojego pokoju. Pomysł rodem z "Mass Effect 2", nikomu niepotrzebny swoją drogą.

Mechanika rpg to śmiech na sali. Ilość atrybutów jest mała, ale nie to jest najgorsze, bo tendencja w FF jest ciągle malejąca. Nasz główny bohater jest nosicielem, czyli właściwie magiem, choć w zasadzie wojownikiem. Jednak w tej grze nie uświadczymy tradycyjnej magii. Nie ma fire, blizzard czy esuna. Jedyne magiczne sztuczki to różne specjalne ataki magiczne pochodzące od eikonów. Nie ma zróżnicowania ze względu na żywioły. Walimy pociskami Ifryta w ognistego Bomba. Nie ma problemu. Druga rzecz to brak statusów. Teoretycznie coś tam jest, ale jest tylko tymczasowe na krótki okres czasu. Z tego względu nie ma żadnych mikstur leczących statusy. W zasadzie ekwipunek jest dość ograniczony. Mamy podręczną kieszeń, która ma 3 rodzaje buteleczek na początku po 2 sztuki. W plecaku nie możemy mięć więcej niż te w kieszeni, ale nie ma problemu dla kilku tysięcy zakrwawionych skór. Czyste ograniczenie jak dla gier platformowych. Rozwój postaci polega na zdobywaniu doświadczenia i punktów zdolności. Problem w tym, że zdolności nie sposób traktować jako rozwój postaci, ponieważ w każdym momencie możemy je zresetować. W tym momencie należy to traktować jako ekwipunek. A drużyna? Jedynym stałym towarzyszem jest pies, którego rozwój jest w zasadzie stały. Pozostali są tylko skalowani i w ogóle nimi nie sterujemy. Psem w sumie też nie, ale możemy mu wydawać kilka poleceń. Tyle w temacie drużyny.

Walka odbywa się w czasie rzeczywistym i jest bliższa slasherom, co nie dziwi, gdyż nad tym elementem pracował twórca "Devil May Cry". Sam system nie zmienił się wiele, wciąż jest pasek ogłuszenia, którego zapełnienie jest podstawą do pokonania co lepszych przeciwników. Samej walce nie można dużo zarzucić, jest na pewno widowiskowa, ale brakuje jej głębi. Walki z bossami są umiejętnie przeplatane z cutscenkami z użyciem QTE. Niestety, autorom za mało było epickości i odlecieli wraz z walkami z największymi bossami. Są one przekombinowane, jest tu więcej oglądania niż samej walki, zaś etapy faktycznej rozgrywki są zakryte niepotrzebnymi animacjami, które skutecznie zamazują obraz bitwy. Poza tym walki te są wyreżyserowane, każdy boss musi przejść swoje fazy bez względu na obrażenia (sprawdzone z trenerem). Także, tu tragedia. Jeszcze ograniczono poziom trudności, ten wysoki jest w "new game+".

Gra posiada dwa dodatki. "Echa Upadłych" nie wnosi niczego nowego, prosto do końcowego bossa, fabularnie nieco rozszerza wiedzę o świecie. "Wzburzona Fala" jest sporo lepszy, gdyż wprowadza nową miejscówkę z licznymi zadaniami pobocznymi. Wprowadza też nową zawartość dla trybu "endgame", którego nie należy mylić z "new game+".

Jeśli chodzi o wykonanie graficzne i muzyczne to jest świetne. Interfejs użytkownika bez zastrzeżeń. Pierwszy raz dostajemy polską lokalizację. Jednak piękny wygląd nie może przysłaniać oczywistych wad produktu. Są gry, które oceniłem lepiej, a ich elementy rpg-owe są być może nawet słabiej zaimplementowane, choćby "Mass Effect 2" czy "Nier Automata". ME2 broni się wyborami, które w FF16 nie istnieją, bo w zasadzie nie ma opcji dialogowych. Automata ma całkiem szaloną fabułę. Tu też chodzi o budowanie oczekiwań, od FF nikt nie oczekuje slashera. Ujmę to tak: tylko marka FF zmusiła mnie do ogrania tej gry.

Moja ocena: 3/5

2 3.5

Obrazki z gry:


/obrazki dostarczył Cholok/

Dodane: 14.10.2024, zmiany: 14.02.2026


Komentarze:

To gram właśnie w RE3 i backtracking zaczyna mnie lekko wkurzać, nie wspominając o Nemesisie. Ale on taki ma być to gra, gorzej z tym nadmiernym wracaniem się :P (chcę otworzyć zamek na stacji paliw i ułamało się pokrętło i zasuwaj z powrotem przez całe miasto po klucz francuski :P ) Akurat niedawno grałem w oryginalną RE 2. No i RE 2 jest lepsza od 3. Lepsza atmosfera, klimacik, 2 bohaterów itp. Ale też mam stare wspomnienia z RE3 bo pamiętam w 1999 jak brat to ogrywał, a ja młody gówniarz przyglądałem się z boku i bałem się jak cholera tej gry :P (Staaaaaars)
Ograłem oryginalną 2 prawie 3, bo teraz wchodzi i remake 1 2 i 3 Dodatkowo 5, 6. Revelation 1 i 2 i ZERO. Niesamowita seria :) No ale to nie wątek o tym :P


[Gość @ 23.02.2026, 11:48]

Ach RE3, piękne wspomnienia. Lato, wakacje, Jill i Nemesis na PSX :D to był mój pierwszy Resident i ulubiony, chociaż nie najlepszy. A remake też jest super, polecam 2 i 3. 4 też się dobrze zapowiada ale nie ukończyłem, a z nowszych to 8 (Village) też warta zachodu. Całą serię w sumie lubię oprócz 5 i 7. I czekam na remake jedynki na tym silniku.


[Thane @ 20.02.2026, 17:57]

Widać, że muzyk pisał recenzję, bo super opisany fragment właśnie o muzyce. Musisz zrecenzować Eternal Sonata grę o Chopinie :P Gra w sumie średnia, ale muzyka świetna, w końcu Szopen. W tego fajnala jeszcze nie grałem, no ale fajnal to fajnal. Nie pyta się czy fajny tylko się gra :P Teraz wciągnąłem się w serię Resident Evil i jadę z koksem. 3 obecnie na tapecie. Ta stara 3 nie remake. Pozdro Lebowski


[Gość @ 20.02.2026, 10:08]

Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?