Tales of Xillia Remastered |
|
Wydania |
2025( )
|
|
Ogólnie
|
Jeszcze jedna część długiej serii, przez wielu stawiana w jej ścisłej czołówce. Tym razem w wersji odświeżonej.
|
|
Widok
|
TPP
|
|
Walka
|
Czas rzeczywisty
|
Recenzje |
|
Rieze Maxia
Do wyboru mamy dwoje bohaterów. Są nim Jude i Milla. Ukończyłem grę męskim protagonistą, więc opowiem o jego perspektywie.
Jude jest młodym studentem medycyny. Podczas swojego standardowego dnia w mieście Fenmont spotyka tajemniczą dziewczynę, która włamuje się do laboratorium badawczego. Tak w skrócie zawiązuje się fabuła. Pomimo znanych schematów, lubianych lub nie Greater Spirits i kilku innych klisz fabuła jest ciekawa. Zawiera sporo zwrotów akcji i barwną gromadkę postaci. Oprócz naszych „podopiecznych” bardzo wyraźnie napisane zostały postacie drugoplanowe. Najbardziej spodobał mi się Jiao. Co mi się zdecydowanie nie podoba to pewna forma wybaczania i przemian postaci tuż po walce. Miałem wrażenie, że z każdym kończy się to tak samo, niby wygrywamy ale nic się nie dzieje. Nie było tej satysfakcji, jakby przypadek decydował bardziej niż nasza drużyna. Nie podzielałem też światopoglądu antagonistów. Choć przekonujący, to jednak oparty na płytkich założeniach i czasem na infantylnych zachowaniach. Spodziewałem się czegoś więcej.
Jude z charakteru jest klasycznym, dobrym młodzieńcem chcącym wszystkim pomagać i szerzyć dobro, ale przechodzi pewną przemianę. Już sam jego przyszły zawód, funkcja w drużynie i używana broń (nie-miecz) to pozytywne zaskoczenie. Czyli jednak można. Milla na początku jest chłodna i tajemnicza, ale nie tak jak irytująca Shionne z Tales of Arise i szybko staje się ludzka (nie tylko w przenośni) i jest moim zdaniem jedną z najlepiej napisanych postaci tego typu. Bywa ciepła, urocza, ale i stanowcza a nawet bezlitosna – nie drażniła mnie ani przez chwilę. Świetny balans. Pozostali członkowie drużyny to już w zasadzie same plusy, chyba nic nie mogę im zarzucić.
Dual Raid Linear Motion Battle System
System walki jest podobny w odczuciach do Vesperii czy Graces F. Są jednak pewne różnice. Jest TP (odpowiednik many) które zużywamy na ataki specjalne i czary (Artes/Spirit Artes) ale ogranicza nas też Assault Counter. Punkty AC spadają o 1 za każdy wykonany atak czy czar, ale odnawiają się szybko. W przeciwieństwie do Graces F ich brak odczuwałem tutaj bardzo rzadko, więc system jest dobry. Jednocześnie ogranicza nielimitowane zasypywanie wrogów ciosami. Nowinką jest Linking. Postacie mogą łączyć się ze sobą za pomocą magicznej linki (stąd Linking, hehe) aby wykonywać łączone ataki zwane Linked Artes. W trakcie połączenia wspierający partner zapewnia postaci unikalne umiejętności i bonusy pasywne, a jednocześnie pozwala ładować pasek Linked Artes Gauge. Gdy wskaźnik jest pełny, postać może wejść w stan Over Limit, co zapewnia jej odporność na staggering, nieograniczone AC i pozwala jej używać Linked Artes jeden po drugim, łącząc je w Chain Linked Artes czy wykonać słynne już Mystic Arte. Dużo tego? Tylko na papierze. W praktyce jest to proste, klarowne i sprawia frajdę. Właściwie do końca gry system mnie nie nudził i rozwałka była przyjemna. Chyba pokusiłbym się o najwyższą notę tej części gry, biorąc pod uwagę kiedy powstała.
Ciekawie ma się sprawa ze sklepami. Każdy z nich oferuje to samo – to nie miejsce czy postęp gry reguluje zawartość sklepów, ale my. Rozwijamy je bowiem inwestując materiały lub Gald, awansując każdy rodzaj z nich (Weapon, Armor, Food, Accessory i Item Shop) aż do 100 poziomu. W moim przypadku nie wyszło to wrogom na zdrowie. Miałem najlepsze przedmioty na długo przed ostatecznym bossem a „znajdowane super-znajdźki” nie były wcale super, ani nawet przydatne. Zwłaszcza, jak po aktualizacji asortymentu dany sklep udostępnia podgląd, co się następne odblokuje. Kusząc „patrz, dorzuć pięć kup potwora i dziesięć sercowych roślinek a będziesz mógł kupić Detonatora!” nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Czy to wada? Na pewno ułatwia grę i obniża wartość znalezisk.
Co poszło nie tak? Poziom trudności. Okej, Golden Mage Knight to była niezła heca i gąbka na pociski, ale to bonusowy boss w postgame. Reszta to w zasadzie spacerek. Poziom trudności zwiększyłem po godzinie gry. Weźmy do tego bardzo dobrą SI naszych kompanów, możliwość ustawienia i spersonalizowania funkcji auto-item, wspomniane wyżej sklepy i nawet bez ciężkiego grindu jest łatwo. Przez całą grę nie przegrałem ani jednej walki. Również z resistami ktoś gdzieś odjechał. Wiele razy widziałem, jak boss swoim Mystic Arte robił mi po 1 obrażeń bo jakaś sukienka plus wstążka plus skille dały 99 % odporności na dany żywioł, co wyszło mi przypadkiem.
Leia the Slaya
Graficznie jest dość nierówno. Niektóre miejsca wyglądają bardzo ładnie, jak pierwsze miasto. Inne są ciosane tępym toporem lub zwyczajnie powtarzalne, jak lokacje pomiędzy miastami. Również lochy nie są zbyt wyszukane. Ich projekty są proste i niczym nie porywają, jedynie finałowy się wyróżnia. Postacie prezentują się lepiej, ich design może się podobać lub nie, ale jest spójny i wszystko stanowi niezłą całość. Warto zwrócić uwagę na takie szczegóły jak zmniejszanie się źrenic postaci pod wpływem emocji. Podczas walki ogólnie nie mam się czego przyczepić, wszystko jest tak jak trzeba, Linked Artes są widowiskowe, Mystic Artes eksplodują feerią barw i jest dynamicznie.
Grałem z angielskim dubbingiem i wszystko jest fajnie, oprócz Milli. Jej głos jest płaski, dziwny i góry znowu trzeszczą, jakby sepleniła. Jak na wersję Remastered to lekki dramat. Reszta jest okej, ale nie jest to ten sam poziom co Graces F Remastered. Tam było dużo lepiej. Muzyka pasuje do klimatu, ale miałem wrażenie, że spora jej część jest inspirowana chińskimi klimatami. Jedynie gitary w rockowych kawałkach nie pozostawiają złudzeń co do kompozytora. Ogólnie jednak nic nie utkwiło mi w pamięci.
Big Fat Liar
Wersja zremasterowana ma pewne usprawnienia. Jakie? Tego nie wiem, bo nie grałem w zwykłą, ale mogę się domyślać. Grade shop przy pierwszym rozpoczęciu przygody jest dostępny. Tony skórek i roślinek w plecaku. Na mapie oznaczeni są wrogowie, skrzynki i odnawialne źródła materiałów – trochę psuje to odkrywanie ale można to wyłączyć. Oznaczone są też zadania, łącznie ze znacznikiem prowadzącym, który możemy ustawić. O ile to jest mi obojętne, o tyle doceniam oznaczenie klepsydrą zadań czasowych. Nic bardziej nie irytuje niż przegapienie okienka na wykonanie danego zadania.
Gdy pozmieniałem stroje postaci, gra ze trzy razy zawiesiła mi się w trakcie cut-scenki. Pozostało Alt+F4. Gdy ustawiłem domyślne, nic takiego się nie działo. Przypadek? Za to krótkie filmy animowane, z których seria jest znana, musiały otrzymać mocny lifting. Są piękne, ostre jak brzytwa i oglądałem każdy z nich z zapartym tchem. Szkoda, że było ich tak mało. Mimo wszystkich ustawień na maksa odniosłem wrażenie, że FOV jest bardzo małe i często obiekty i postacie pojawiały się nienaturalnie późno, zwłaszcza w miastach.
Na koniec wspomnę o tym, że gra wydawała mi się krótka. Zwykle Talesy zajmowały mi około 100 godzin na zrobienie wszystkiego łącznie z postgame. Tutaj zamknąłem się w 60. Tak czy inaczej warto. Było tu wszystko, za co cenię sobie serię: skity, dobrze napisane postacie, trzymająca poziom historia z wieloma wątkami pobocznymi i świetny system walki. Polecam. 7/10
Obrazki z gry:
Dodane: 30.10.2025, zmiany: 02.12.2025


)





































Komentarze:
Hehe ok to trzeba zagrać ;)
[Gość @ 04.12.2025, 23:14]
Hmm... Kurde ale żeś Pan tera wypalił! :P 7/10 to bardzo dobra gra, ja stosuję pełnoskalową ocenę. Ale nie jest tak dobra (moim zdaniem ofc) jak Vesperia czy Symphonia. Ale to nadal świetne Talesy. Kurna wszystko jest w recenzji co ja się tu produkuję xD
[Thane @ 04.12.2025, 14:08]
Polecam 7/10 :P Czyli szału nie ma?
Lebowski
[Gość @ 04.12.2025, 10:04]