Ghost of Yotei

Ghost of Yōtei
Wydania
2025()
2025()
Ogólnie
Open world w stylu „nowego Ubisoftu” (tego bez znaczników) action -adventure z domieszką lite-RPG. Kontynuacja Ghost of Tsushima.
Widok
TPP
Walka
czas rzeczywisty
Recenzje
CAdam
Autor: CAdam
20.05.2026

Wstęp

Ghost of Yōtei od studia Sucker Punch Productions zawiodło mnie. Będąc ogromnym fanem gier od Sony, nie spodziewałem się tej liczby błędów i niedociągnięć. Jest to o tyle ciekawe, że poprzednia odsłona tej serii (Ghost of Tsushima) jest jedną z moich ulubionych gier open-world action-adventure z domieszką lite RPG. Zastanawiałem się długo, co nie zagrało (hehe) w tej produkcji i myślę, że w końcu wiem - o tym poniżej.

Fabuła

Fabuła Ghost of Yōtei to książkowy wręcz przykład motywu zemsty. Główna bohaterka (Atsu), po powrocie do swojego regionu z dzieciństwa (wyspa Ezo - dzisiaj Hokkaido w Japonii), poluje na oprawców swojej rodziny. Klasycznie pojawiają się tutaj pytania: czy zemsta na pewno przyniesie ukojenie, czy warto poświęcić wszystko dla celu i czy człowiek może się zmienić. Generalnie nie znalazłem tutaj nic zaskakującego, a zwroty fabularne są przewidywalne jak tłumy nad Bałtykiem w lipcu. Brak tu jednak znaczących dziur logicznych, więc określiłbym to raczej jako dobre rzemiosło.

Postacie

No to pora sobie ponarzekać. Nie wiem, czy chodzi tu o mocap, grę głosem (o tym w sekcji audiowizualnej), czy samo napisanie tej postaci, ale podczas całej rozgrywki nie mogłem w żaden sposób zarezonować z protagonistką. Więcej głębi uświadczycie w filiżance espresso niż w jej wypowiedziach. Truizmy w stylu: „uświadomiliście mi, czym jest rodzina” albo „zaufaj mi, dzięki tobie zrozumiałam, jak bardzo jesteście dla mnie ważni” są tutaj powszechne. Co znamienne, kontrastuje to z najbliższymi postaciami pobocznymi - od pierwszej chwili wierzyłem w ich historie i tylko czekałem na kolejne sekwencje z ich udziałem. Taki syndrom Froda z Władcy Pierścieni. Główny antagonista jest również bardzo dobrze wykreowany i jego motywy są wiarygodne.

Worldbuilding

Mam wrażenie, że gra stoi w rozkroku pomiędzy open worldem a doświadczeniem w stylu Uncharted. Skutkuje to tym, że postacie, które dla głównej osi fabularnej nie są ważne, są bardzo prosto napisane, a questy z nimi związane wpisują się w MMO-we fetch questy. Po paru latach od skończenia Ghost of Tsushimy pamiętam niektóre questy. Ghost of Yōtei zaś zamknąłem parę dni temu i autentycznie nie jestem w stanie przypomnieć sobie choćby jednego zadania. Szkoda też, że nie znajdziemy tu dłuższych wątków pobocznych jak w poprzedniczce. Nie rozumiem, skąd taka zmiana na gorsze — przypomina mi to trochę sytuację z Assassin’s Creed Valhalla na tle Assassin’s Creed Odyssey.

Gameplay

Tutaj jest tak samo dobrze jak w pierwowzorze (choć można było coś poprawić). Jest to open world w stylu „nowego Ubisoftu” (tego bez znaczników). Nasza postać może po cichu bądź z impetem czyścić obozy przeciwników za pomocą różnych broni z tamtego okresu Japonii (XVI w.). Walka jest satysfakcjonująca, aczkolwiek nie jest to poziom Rise of the Rōnin. Podczas całej gry arsenał i dostęp do kolejnych umiejętności odblokowywany jest liniowo, przez co nie można narzekać na nudę - przynajmniej na początku. Brakuje jednak nowych rodzajów przeciwników od połowy gry, przez co wkrada się monotonia.

Oprócz walki mamy też mini-gry. Niestety jest z nimi dość biednie, na czym cierpi zróżnicowanie zadań. Mogę się mylić, ale względem poprzednika doszła chyba tylko jedna nowa mini-gra, reszta to wariacje tego, co już widzieliśmy. Nie powiem - trochę słabo. Mimo wszystko muszę oddać twórcom, że starają się urozmaicać aktywności poboczne, dodając zagadki środowiskowe czy różne modyfikatory.

Elementy RPG

Jeżeli chodzi o elementy RPG, to - jak mówiłem - są w wersji lite. Ekwipunek to głównie skórki, na tle których wyróżniają się rozwijalne zbroje (z różnymi pasywkami) oraz talizmany (czyli umiejętności pasywne - również rozwijalne). Te ostatnie wzmacniają się poprzez wykonywanie wyzwań, co urozmaica rozgrywkę. W związku z tym twórcy przygotowali kilka zestawów buildów do szybkiego przełączania się między nimi. Mam jednak wątpliwość, czy ma to sens - walki z bossami to w 90% pojedynki, więc granie łucznikiem czy skrytobójcą mija się z celem.

Tak jak wspominałem, w grze znajdziemy misje główne oraz aktywności poboczne. Te pierwsze przypadły mi do gustu i momentami przypominały, dlaczego lubię gry od Sony. Aktywności poboczne to natomiast dziwny mix wszystkiego, niepołączony żadną spójną linią fabularną. Sprawiało to, że często nie mogłem doczekać się powrotu do wątku głównego i w drugiej połowie gry odpuściłem sobie pozostałe „pierdoły”.

System rozwoju postaci również nie jest niczym szczególnym. Mamy kilka krótkich drzewek, na których odblokowujemy dodatkowe umiejętności. Na szczęście nie uświadczymy tu bonusów typu +10% do ataku - zamiast tego realnie zwiększamy paletę ruchów. Niestety jest ich na tyle mało, że czułem spory niedosyt. Trochę jak w grach akcji z ery PS2. Uzbrojenie rozwijamy za znaleziony złom, co jest systemem żywcem wyjętym z gier Ubisoftu (tych gorszych - wszędzie trafiamy na te same zasoby).

Oprawa audiowizualna

To powinno być nielegalne, jak bardzo grafika odstaje poziomem od reszty systemów. Gra jest przepiękna. Zarówno styl graficzny, jak i efekty to absolutne mistrzostwo. Świat żyje, trawa faluje, a mieszanka barw nie pozostawia wątpliwości, że artyści pracujący nad Ghost of Yōtei to najwyższa liga. Owszem, tu i ówdzie można znaleźć brzydsze, powtarzające się assety, jednak w czasach fotorealizmu to właśnie styl i tonacja robią największe wrażenie.

Nie mogę przyczepić się do motion capture ani animacji - z jednym wyjątkiem: protagonistki. Mam wrażenie, że aktorka wcielająca się w tę rolę nie miała doświadczenia w grach albo reżyseria jej scen była na niskim poziomie. Twarz Atsu jest niemal pozbawiona mimiki, a emocje wypadają sztucznie. Widać to szczególnie w kontraście do postaci pobocznych, których naturalność jeszcze bardziej uwypukla drętwotę głównej bohaterki.

Muzyka i oprawa dźwiękowa również stoją na wysokim poziomie. Mam wrażenie, że twórcy flirtują tu z westernami, co przywoływało mi skojarzenia z filmami Quentin Tarantino. Grałem w wersji z japońskim dubbingiem - jest poprawny. Jako widz anime spotkałem znacznie lepsze i znacznie gorsze voice actingi, więc Yōtei plasuje się mniej więcej pośrodku. Możliwe, że dubbing angielski wypada lepiej, bo to on był podstawowy.

No i na koniec błędy. Naprawdę mam wrażenie, że dział testerski spędzał więcej czasu na spotkaniach niż na pracy. Grałem pół roku po premierze i nie rozumiem, czemu wciąż występują problemy z napisami w cutscenkach. Po finałowej walce brakowało ich w co drugiej kwestii. Doceniam troskę o moją edukację językową, ale wolałbym jednak wiedzieć, co się dzieje. Do tego dochodzą liczne drobniejsze błędy: animacje, postacie blokujące się na ścieżkach czy bardzo wąskie strefy aktywacji dialogów. Jest tego po prostu za dużo.

Podsumowanie

Ghost of Yōtei to w moim odczuciu po prostu średnia gra. Błędy, słabo napisana protagonistka i mało różnorodny open world rażą tym bardziej w zestawieniu z fenomenalną oprawą wizualną. Jestem zawiedziony poziomem tej produkcji i mam nadzieję, że to jedynie wypadek przy pracy, a nie zapowiedź spadku jakości gier od Sony. Dziwią mnie też opinie innych recenzentów - rzadko mam poczucie, że ktoś tak wyraźnie „przebiegł” grę albo jej nie ukończył.

Rekomendacja? Możesz zagrać — ale raczej na promocji.

Moja ocena: 6/10

Czas gry: 41h

Na plus:
+przepiękna grafika
+dobry system walki
+kreacja antagonisty i głównych postaci pobocznych

Na minus:
-wszystko związane z protagonistką (dialogi, mocap, reżyseria)
-karygodne błędy (brak napisów w głównych momentach)
-średni voice acting w wersji japońskiej


Obrazki z gry:


/obrazki dostarczył CAdam/

Dodane: 20.05.2026, zmiany: 20.05.2026


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?