Risen 3: Titan LordsRisen 3: Władcy Tytanów (PL) |
|
Wydania |
2014( )2014( )
|
|
Ogólnie
|
Trzecia odsłona duchowego następcy Gothica, bardzo bliska graficznie, fabularnie i systemowo Risenowi 2.
|
|
Widok
|
TPP
|
|
Walka
|
czas rzeczywisty
|
Recenzje |
|
Piraci z Karaibów
A do tego voodoo, demony i utracona dusza. Zaczyna się jak opowieść o zemście, ale szybko stało się dla mnie historią o poszukiwaniu własnej tożsamości – zarówno bohatera, jak i samego studia Piranha Bytes.
Główny bohater i jego siostra są dziećmi niesławnego pirata. Podczas plądrowania świątyni nasz protagonista umiera, ale nie do końca - jego dusza zostaje oddzielona od ciała, jednak nie kończy to naszej przygody a wręcz przeciwnie. Priorytetowym zadaniem jest więc odzyskanie duszy i znalezienie odpowiedzi, co się właściwie stało.
Postaci spotykamy na swej drodze całkiem sporo. Zaczynając od znajomego doktorka voodoo, Kostucha, przyjdzie nam skompletować załogę, a jakże. Każda z nich ma dla nas jakieś osobiste zadanie, swoje zwyczaje i komentarze i wypada to nawet ciekawie. Choć z każdą spędziłem sporo czasu, to najbardziej przypadł mi do gustu właśnie Bones. Jego cyniczne komentarze pasują do klimatu. Frakcje główne są trzy – Łowcy Demonów, Piraci Voodoo i Strażnicy. Dołączając do jednej blokujemy sobie dostęp do pozostałych. Ja wybrałem Łowców Demonów i nie czułem się bardzo poszkodowany a z pozostałymi i tak musiałem mieć do czynienia.
Główne zadanie składa się z wielu etapów i przyjdzie nam szukać pomocy u różnych postaci. W związku z utratą duszy nasze postępowanie może nas przybliżyć do człowieczeństwa lub wręcz przeciwnie – do mroku. Głównie wpływają na to opcje dialogowe. Osobiście nie odczułem specjalnego wpływu, poza tym, że Mendoza opuścił moją załogę gdy stawałem się zbyt „dobry”. Na początku zastanawiałem się, jaką decyzję podjąć. Później stało mi się to obojętne. Odniosłem wrażenie, że nasz bohater również ma to w nosie. Niby w nocy nawiedzają go koszmary, ale bardziej interesowało mnie wykopanie nowego skarbu albo wykucie lepszego miecza, niż odzyskanie duszy.
Świat składa się z kilku wysp (plus dwie z DLC) i właściwie od początku można między nimi podróżować i wybierać kolejność, co i jak robimy. Same wyspy są powiedziałbym średnie wielkościowo, ale bogato zaprojektowane, jest co zwiedzać i sprawia to przyjemność. Zaglądanie w każdy krzak wciąga, choć nagrody bywają różne. Lokacje mają swój urok, najbardziej podobały mi się te barwne, tropikalne. Partie zdominowane przez demony, gdzie wszystko jest szare i ponure, wypadają słabiej. Czekają na nas zakopane skarby do odkrycia, kolekcja artefaktów oraz minigierki – rzucanie nożami, siłowanie się na rękę i picie na wyścigi. Z pozoru niedostępne miejsca można splądrować z pomocą tresowanej małpy, jak w poprzedniej części lub zamienić się w papugę i dolecieć gdzieś wyżej. Oprócz tego jest jeszcze tryb astralnej wizji, podświetlający żywe istoty, wrogów czy skarby. Skorzystałem raptem kilka razy.
Yip yip! Homi!
Sporo czasu przyjdzie nam spędzić na walce. Tu rewolucji nie ma – rewelacji też nie. Jest szybki atak, potężny atak, parowanie i uniki. Machając żelastwem w powietrzu nie wygląda to źle. Problemy zaczynają się, gdy pojawia się przeciwnik. Trochę na zasadzie kto pierwszy uderzy ten ma przewagę. Jeden ścierwojad jest w stanie nas zastaggerować na śmierć, jeśli nie będziemy robić fikołków. Tu z pomocą przychodzą towarzysze, którzy są dość skuteczni – na początku dużo bardziej niż nasz heros. Choć pod koniec gry wszyscy wrogowie mogli mi czyścić buty a większość padała na strzał czy dwa, to irytujący był jeden fakt. Nie robiąc mi praktycznie żadnych obrażeń byle małpka mogła wytrącać mnie z równowagi bez końca. Broń palna wydaje mi się znacznie słabsza niż w poprzedniej części a magii używałem głównie do leczenia czy telekinezy - nie ma to jak dobry kawałek stali w rękach. Są za to finiszery, które czasem w ciasnych pomieszczeniach wyglądają komicznie, ale ogólnie wypadają nieźle i zasługują na plusik. Wrażenia? To nadal lekkie drewno, tylko oheblowane.
Rozwój postaci przypadł mi do gustu. Jest twardziel, kuloodporny i odporny na magię. Cechy główne wpływają na dodatkowe, np. Walka Wręcz na Miecze, Broń Kłującą i Broń Sieczną. Tak, tutaj miecze nie zaliczają się do broni siecznej. Zdobywając chwałę zwiększamy główne cechy a dodatkowe umiejętności nabywamy za złoto u nauczycieli, jak zwykle. Z pomocą artefaktów i eliksirów udało mi się wszystkie rozwinąć do maksimum. Kilka umiejętności jest dostępnych tylko dla danej frakcji, ale ograniczenia są niewielkie.
Szmata Pirata
Wizualnie jest przyzwoicie, zwłaszcza z daleka. Trochę gorzej wygląda to z bliska, tekstury nie są najwyższej jakości. Postacie i animacje nadal są nieco toporne. Ogólnie mi to nie przeszkadzało, ale do kobiecych modeli mogli się bardziej przyłożyć. Fizyka jest dziwna. Zwłoki lubią stoczyć się do wody bez powodu. Truchła krabów straszą dyndającymi niczym perpetuum mobile kończynami. Bez mieszania w plikach ini gra nie chciała przekroczyć 30 klatek, dopiero gdy to zrobiłem wszystko było płynne. Na Steamie jest wątek jak to zrobić.
Dźwiękowo to taka poprawna przeciętność. Nic nie rzuciło mnie się na uszy, nawet jak mnie co wzruszy, ale też nic nie zabolało. Wszystko wywarło wybitnie nijakie wrażenie, po prostu jest. Muzyka pasuje, spełnia swoją rolę i znowu – nic ponadto. Zapamiętałem co prawda jeden moment w dżungli, gdzie nagle atmosfera się zmienia za sprawą bardzo ładnych padów, ale to by było na tyle.
Czeka nas kilka oskryptowanych bitew morskich. Nic specjalnego, ale jakieś urozmaicenie. Jest też mało atrakcyjna walka z potworem morskim – pływanie statkiem i strzelanie z armat. Na szczęście na tyle rzadko, że nie psuje rozgrywki. Walka z ostatecznym bossem może zaskoczyć. Liczyłem też na jakieś ulepszanie statku czy zarządzanie załogą. Nic z tych rzeczy jednak tu nie znajdziemy. Okręt po prostu jest, służy do podróżowania z punktu A do punktu B i tyle.
Klimat i eksploracja są jak zwykle świetne, zwłaszcza żywe, zielone tereny. Nie wiem czemu ale te mroczniejsze są jakieś takie nijakie i nudne. Grało się przyjemnie i chwilami chciałoby się więcej. I tu właśnie odczułem pewien brak – gra szybko daje się wyczyścić i nawet te dwa DLC niewiele pomogły. Im bliżej końca, tym bardziej tęskniłem za szukaniem skarbów i zwiedzaniem świątyń w tropikach. Ostateczna lokacja była dla mnie nudna jak flaki z olejem a samo zakończenie mało satysfakcjonujące. Choć technicznie dalekie od ideału, to przygody bezimiennego pirata dostarczyły mi wiele chwil świetnej zabawy i niewiele chwil irytacji. Nigdy nie byłem gorliwym wyznawcą Gothica, ale wspominam go dobrze. Pokrewieństwo czuć w wielu aspektach, tych dobrych i tych złych. W niektórych lokacjach wręcz miałem deja vu.
Wspomniane DLC zawierają dwie dodatkowe wyspy, mniejsze niż te z podstawki. Znajdziemy tam serię zadań i przynajmniej jeden nowy, unikalny przedmiot. Sprawiają wrażenie integralnej części gry, bez doklejania na siłę, a jednocześnie nie są do bólu wtórne. Jeśli gra wciągnęła to zdecydowanie warto.
To co z tym duchem, gdzie on jest? Opuścił ciało i unosi się gdzieś w powietrzu, ale jego obecność jest niepodważalna.
Moja ocena: 7/10
Po nieco kontrowersyjnym Risen 2 prawa autorskie do serii Gothic wróciły do twórców. Jednak Piranha Bytes nie zdecydowała się na kontynuację starej marki tworząc trzecią część gry Risen, jednocześnie w prasie zapowiadano wielki powrót do korzeni. Osobiście mnie to dotknęło, bo polubiłem piracki klimat Risen 2, ale po bliższym poznaniu tematu uśmiech powrócił. To wciąż karaibski Risen z poprawkami elementów, na które najbardziej narzekano w dwójce. Po pierwsze powróciła tradycyjna magia, pozostawiono jednak broń palną. Kolejną rzeczą jest klimat dark fantasy. No i w końcu nasz bohater nauczył się pływać (nurkować jeszcze nie).
Pierwszą szokującym novum jest nowy bohater, tradycyjnie bezimienny. Jest bratem, znanej z poprzednich części, piratki Patty. Zmiana ta jest na lepsze, bo nowy heros jest bardziej charakterystyczny oraz posiada "mroczny" głos ala Batman. Po samouczku oraz prologu dochodzimy do sedna fabuły. Nasz bezimienny zostaje zabity i pozbawiony duszy. Ratuje go, znany już, szalony doktorek Kostuch, ale to dopiero początek. Światu grozi zagłada z powodu inwazji cieni, a po morzu pływa flota statków widm. Nie wnikając w szczegóły opowieść jest całkiem dobra z kilkoma zwrotami akcji, a wszystko spięte wątkiem z tytułowymi tytanami.
Pomimo tego, że cały świat składa się z wysp oraz ograniczonych wybrzeży stałego lądu, to od razu mamy dostęp do całości (prawie). Możemy statkiem przemieszczać się do każdej wyspy w dowolnym czasie, więc w praktyce mamy otwarty świat, całkiem duży, choć podział na części powoduje złudzenie małej wielkości. W kilku miejscach mamy blokady typu wielki mur czy rzeka lawy, a dostęp do dalszej części uzyskujemy w późniejszej fazie rozgrywki uwarunkowanej fabularnie. I tu pierwszy zonk. O ile wielki mur spełnia rolę blokady nie do przejścia, to rzeka lawy już nie. Jest zbyt wąska, można ją przelecieć w postaci papugi lub opłynąć dołem, teoretycznie, bo jest niewidzialna ściana. Można to było zrobić lepiej. Wyspy klimatycznie są różne, więc nie tylko tropiki, ale też lasy umiarkowane czy bagniste. Tam gdzie "wylewa się" cień tonacja kolorów blaknie aż do nienaturalnej szarości. Cały teren jest maksymalnie wykorzystany, co chwilę napotykamy na jakiś przedmiot czy grupkę przeciwników. Generalnie pacyfikacja wysp dotyczy fauny oraz przedstawicieli cieni. Walki z ludźmi jest mało, najczęściej jakieś pojedynki czy rozboje. Fauna nie wykracza poza gatunki, które poznaliśmy w poprzedniej części, ale jest parę nowych. Przede wszystkim mnóstwo pająków. Co do cieni to są to głównie słudzy cienia, szkielety oraz piekielne ogary, też w dużych ilościach. Są też bossowie, przy czym finałowa walka już nie tak prosta jak w poprzednich częściach.
System walki jest bardzo podobny do tego z Risen 2, ale nieco przebudowany. Dalej mamy system pchnięć, mocnych ciosów, bloków czy uników przy użyciu broni białej. Także tym razem wspomagamy się pistoletami, sztyletami, ale także kuszami. Nie ma za to kopniaków i podłych sztuczek. Znikły także włócznie. Broń palna pozostała (muszkiety i strzelby). Mimo tego, że walka jest pozornie trudna, to jednak jest łatwa. Dzieje się tak, ponieważ prawie zawsze towarzyszy nam załogant, który na początku jest dość mocny, później niekoniecznie, ale skutecznie skupia przeciwników na sobie. A gdy eskortujemy jeszcze jednego kolesia to już bajka. No i w końcu finishery nabrały przyzwoitej jakości. Dla magów też coś się znajdzie. Magia powróciła i to w trzech rodzajach zależnie od frakcji. Można używać zwojów z każdej rodziny czarów oraz wyuczonych z jednej. Nowością jest brak many, zastosowano system czasowego odnawiania. Dodatkowym elementem są tzw. "bitwy morskie" i walki z potworami, także morskimi. Te pierwsze takie fabularnie uproszczone walki na pokładzie statków mające tylko przybliżyć wielkie bitwy całej floty. Walki z potworami to raczej słabe rozwiązanie polegające na ściganiu monstra i strzelaniu z armatek. Nie ma tego dużo, więc nie przeszkadza to bardzo w rozgrywce.
System rozwoju jest bliźniaczo podobny do tego z "dwójki". Przebudowano nieco zdolności i ułatwiono do nich dostęp. Czasem użyto dziwnych rozwiązań np. broń kłuta, sieczna i miecze. Oczywiście, uwzględniono nowe możliwości magiczne, zdaje się, że rozbudowano myślistwo oraz dodano możliwości rozwoju trybu astralnego. Jest to tryb widzenia, w którym podświetlone są ukryte przedmioty, coś ala tryb detektywistyczny z innych gier, czasami przydatny. Pozostałe kwestie, czyli nauczyciele czy punkty chwały zachowano bez większych lub żadnych zmian. Podobnie jest z craftingiem, zbieraniem surowców, szukaniem skarbów, legendarne znajdźki itp. Tu odnajdziemy się jak w domu. Zadań do wykonania jest multum, począwszy od prostackich typu przynieś mi ziółka, po bardziej zaawansowane i złożone. Główny wątek jest podzielony na kilka równoległych zadań. Do naszego herosa dołączy również załoga, a ta oprócz komentowania aktualnych wydarzeń zleci nam również kilka zadań do wykonania.
Kolejną nowością jest system moralności. Z racji, że brak duszy powoduje utratę człowieczeństwa, nasze poczynania, głównie dialogowe, powodują wahania wskaźnika duszy. Nie ma to większego wpływu na grę, ale niektórzy załoganci nie lubią zbyt dobrego lub zbyt złego charakteru, co zaowocuje ich odejściem oraz anulowaniem powiązanych z nimi zadań. Bardzo przydatne jest nauczenie się zastraszania i krasomówstwa, bo często jest to wykorzystywane w dialogach. System kradzieży i włamań jest baz zmian, za wyjątkiem, że pokonanego można ograbić. Nie ma problemu z pacyfikacją całej wioski (na odpowiednim poziomie), okradzeniu wszystkich i wszystkiego. Dostaniemy za to punkty chwały, a po odczekaniu chwili zagniewanie minie i jest ok. Dodatkiem do tresury małp jest czar przemiany w papugę, co pozwala eksplorować z pozoru niedostępne lokacje lub skracać sobie drogę przy dużych wysokościach. Niestety, nasz załogant nie umie latać, więc jemu zajmie chwilę obejście terenu, ale poprawiono jego umiejętności w tym zakresie, więc już się nie gubi. Podstawą serii były zawsze frakcje i tu też tak jest. Tradycyjnie jest ich trzy: tubylcy, strażnicy oraz łowcy demonów. Spotykamy jeszcze piratów i Inkwizycję, ale do nich się nie można przyłączyć. Dawniej bywało, że przyłączenie się do danej frakcji wymuszało odpowiedni rozwój w sferze walki. Tu jest nieco inaczej, ponieważ wszystkie frakcje używają magii. Nie blokuje to np. nauki strzelania muszkietami. Jedynie trenerzy rozszerzają swoje usługi oraz pozwalają na nauki biegłości specyficznych dla danej frakcji oraz właśnie magii. Każda frakcja posiada unikalne czary oraz uczy ich za różną walutę, nie płacimy złotem a np. grudkami nefrytu czy kryształami. Oczywiście dołączenie do danej frakcji odblokowuje specyficzne zadania związane z awansami oraz otrzymaniem pancerza, a tych jest bardzo mało, no chyba, że ktoś sobie kupił strój awanturnika z DLC. Podobnie jak w dwójce możemy kupić zestaw dwóch mini wysepek z dodatkowymi zadaniami. Tradycyjnie nie omieszkano dodać nowych mini gierek. Zrezygnowano z tej strzeleckiej w zamian dodając dość ciekawą z rzucaniem noży do tarczy. Tę z piciem zostawiono, a dołożono siłowanie się na rękę (QTE). Ta mini gierka z wytrychem pozostała niezmienna. Szkoda, bo to w zasadzie nie gra skoro nie istnieje ryzyko złamania wytrycha.
Technicznie, Risen 3 jest grą pozbawioną większych błędów. Są małe usterki jak np. przy wejściu w krzaki kamera zostaje nimi zasłonięta, czy w czasie walki można się wspinać po pionowych skałach, czy jeszcze zabite zwłoki lubią wpadać w skały. Graficznie jest ubogo, blisko części drugiej, a wtedy już nie było na czasie. W każdym razie można przeżyć szok włączając grę po nienowym już Skyrimie. Wiecie, widoczki są fajne, ale z bliska tekstury rozmyte, modele kanciaste, animacje sztywne itp. Nie jest jednak najgorzej, wszak w rpg grafika jest na ostatnim miejscu ważności. Muzycznie, dość przeciętnie, nic ponadczasowego, aczkolwiek jakiś poziom tam trzyma. Voice acting dość dobry. Tym razem nie dostaliśmy pełnego polskiego dubbingu, trochę szkoda, ale jest to kolejnym dowodem, że Pirania stała się malutką firmą z bardzo małym budżetem, co widać na każdym kroku. Nie udało się do końca zbalansować systemu rozwoju i złota. Być może jest to furtka dla tych co nie wykonują zadań pobocznych, no ale nie wyobrażam sobie przechodzenia tej gry w taki sposób. Na początku brakuje złota, nieco później na ostatniej, finałowej wyspie mamy go w bród, nie bardzo jest co rozwijać, zadań jest bardzo mało, a zabawa dotyczy eksterminacji wyspy. Tu już było nużące.
Podsumowując, ta gra jest dla fanów Gothika, ale nie każdego. Jest na pewno lepszą grą niż Risen 2, ale też bardzo wtórną. Kto liczył na faktyczny powrót do korzeni, chociażby do Risen 1, to niech zapomni. Jeśli komuś nie podobała się dwójka, to i trójka się nie spodoba. Deweloperzy dużo zrobili, żeby uszczęśliwić fanów, jest sporo nawiązań do poprzednich części, a nawet Gothika. Ocena też jest fanowska.
Moja fanowska ocena: 4/5
Obrazki z gry:
/obrazki dostarczył Cholok/
Dodane: 13.08.2014, zmiany: 04.04.2026

)
)























Komentarze:
Czym dalej od premiery tej gry tym bardziej ją docenia. Coraz większe gówna produkuje sięw dzisiejszych czasach i perspektywa się zmienia :-)
[Gość @ 09.04.2026, 09:39]
To teraz zostały mi Elexy :D
[Thane @ 04.04.2026, 12:38]
Grało się we wszystkie 3. Jedynka najbardziej Gothicowa, 2 najbardziej piracka a 3 taka pośrodku. Fajne giery. Ale chyba jednak wolę Gothica :P. Jeszcze Elex 2 mi tylko został. Szkoda, że 3 nie będzie :(
Lebowski
[Gość @ 14.02.2025, 09:43]
Kupiłem już dawno temu i zapomniałem o tej grze. Pamiętam, że w 1 i 2 bawiłem się zaskakująco dobrze. Byłem w szoku, jak bardzo znajome to wszystko było: specyficzne dialogi, trochę toporna walka i gęsty klimat pomimo kolorowych krajobrazów. Normalnie Gothic na Karaibach, tylko z dopakowanym systemem znajdziek.
Thane
[Gość @ 14.02.2025, 07:28]